czwartek, 6 listopada 2014

Grizzlies vs. Suns, czyli piękny sen trwa dalej

5-0. Znam wiele osób, dla których taki start Niedźwiadków był nie do przewidzenia. Pewnie, to dopiero początek, ale jak na razie Grizzlies zamykają usta tym, którzy przed sezonem mieli ich poza play-offami.

źr. kansas.com
Wiecie co jest najlepsze? Nasza pewność siebie. Cały czas gramy w swoim stylu. Ofensywa Suns, która wszystkim drużynom w NBA robi z pośladków jesień średniowiecza, nas zdołała ledwie podrapać. Eric Bledsoe i Markieff Morris byli gorący w pierwszej połowie, jednak w drugiej zupełnie zniknęli z parkietu. Zjadła ich nasza defensywa, która w samej trzeciej kwarcie wymusiła 8 strat i ograniczyła Suns do 35% skuteczności (6/17). Grizzlies Basketball, everybody

Do zwycięstwa znowu poprowadził nas duet. Tym razem mowa jednak o kombinacji na pozycjach 1-2. Mike Conley i Courtney Lee rzucili razem 46 oczek, będąc 18/28 z gry i 7/9 z dystansu. Cieszy przede wszystkim postawa Conleya, który wchodził w defensywne zasieki Słońc jak w masło. Mimo kontuzji kostki zjadł Gorana Dragicia na śniadanie i odpowiedział po trzech meczach, w których musiał polegać na dwójce Randolph-Gasol. 

Grizzlies zdominowali walkę o punkty w pomalowanym (46-32), nie przegrali z Suns w kontratakach (15-15) i niesamowicie skutecznie dzielili się piłką (23 asysty). A to wszystko wciąż bez ławki, której najbardziej efektywnym zawodnikiem pozostaje ten lepszy Słoweniec w tym meczu - Beno Udrih.

Mike Conley - (24 pkt, 11 as., 2 prz., 9/14 z gry, 3/4 za trzy) - Bez wątpienia najlepszy mecz Conleya w tym krótkim sezonie. Mimo poharatanej kostki bez problemu dostawał się pod kosz, trafiał z dystansu i całkowicie wyłączył z gry Gorana Dragicia. Na deser jeszcze 11 asyst z 60 podań.
Ocena: 5

Courtney Lee - (22 pkt, 3 zb., 3 as., 9/14 z gry, 4/5 za trzy) - Nadal nie jestem w stanie wyjść z podziwu jak dobrze wkomponował się w naszą drużynę. Wczoraj był en fuego. Trafiał dosłownie wszystko, znakomicie wykorzystując podania duetu Conley-Gasol. Z nim na parkiecie Grizzlies byli lepsi od Suns o 23 oczka. A Jerryd Bayless siedzi i zawija sreberka.
Ocena: 5

Tony Allen - (9 pkt, 3 zb., 4/6 z gry) - Jakimś cudem skończył mecz bez żadnego przechwytu, choć jego defensywa wciąż stała na najwyższym możliwym poziomie. Pilnowany przez niego Marcus Morris w 22 minuty zdobył zaledwie 4 punkty.
Ocena: 3+

Zach Randolph - (10 pkt, 6 zb., 4/9 z gry, 3 str.) - Pierwszy raz bez double-double i zdecydowanie najgorszy występ w sezonie. Podziękujcie defensywie Suns, która skutecznie wypychała ZBo spod obręczy i pozwalała tylko na słynne jab-stepy z 5-6 metra. Bezpośredni pojedynek wygrał Markieff Morris, który zaliczył chyba najlepszy indywidualny występ spośród wszystkich przeciwników Grizzlies w tym sezonie.
Ocena: 2

Marc Gasol - (18 pkt, 5 zb., 6 as., 4 prz., 6/12 z gry, 4 str.) - Nie był tak agresywny jakbyśmy sobie tego życzyli, jednak Suns byli kolejną drużyną, która nie potrafiła okiełznać go półdystansie, gdzie doktor Marc rozporządzał naszą ofensywą. Do 6 zwykłych asyst dodał trzy hokejowe i miał piłkę w swoich rękach częściej (86 razy) niż którykolwiek zawodnik na parkiecie. Taki tam center.
Ocena: 4

Quincy Pondexter - (7 pkt, 5 zb., 2/8 z gry, 2/5 za trzy) - Jedna bardzo ważna trójka z prawego rogu na początku trzeciej kwarty i solidna defensywa przez 27 minut. Nasz P.J. Tucker in the making.
Ocena: 3

Beno Udrih - (6 pkt, 3 as., 3/6 z gry) - Kolejny naprawdę solidny występ. Od czterech spotkań Beno przeżywa swoje małe Benosanity, w którym - przede wszystkim - nie jest zawodnikiem minusowym. Dzięki temu Mike Conley może z powodzeniem grać po 30 minut na mecz i nie nadwyrężać zbytnio swojej kostki.
Ocena: 3+

Jon Leuer - (2 pkt, 6 zb., 1/4 z gry) - To nie powinna być nasza pierwsza opcja na pozycje 4-5 z ławki. Joerger cały czas mu ufa, jednak już wkrótce Leuer swoją grą może to zaufanie zaprzepaścić. Wczoraj przez 18 minut był zupełnie nieefektywny po obu stronach parkietu. Jarnell Stokes time?
Ocena: 1

Kosta Koufos - (0 pkt, 5 zb., 0/2 z gry) - Na tle Leuera w defensywie wyglądał całkiem przyzwoicie, ale to tyle dobrego, co można o nim powiedzieć.
Ocena: 1+

Vince Carter - (4 pkt, 2/5 z gry) - Jeszcze nie. Jeszcze czeka w blokach, aby wystartować. Miejmy nadzieję, że do odliczania coraz bliżej.
Ocena: 2

Przed Grizzlies teraz mecze z Thunder, Bucks, Lakers, Kings i Pistons. Boję się mówić o tym głośno, ale kolejne 5-0 jest w naszym zasięgu.

wtorek, 4 listopada 2014

Grizzlies vs. Pelicans, czyli im wolniej tym lepiej

Czy można zagrać cięższy mecz do oglądania od tego ostatniego z Hornets? Okazuję się, że tak. Oba zespoły skutecznie zniechęciły swoją grą neutralnych kibiców, rzucając na 36% skuteczności z gry i nieco ponad 20% za trzy. Ale czego się spodziewać, jeśli grasz prawie 30 minut duetem Allen-Prince. Jak by to powiedzieli piłkarze: "Typowy mecz walki."


Dobra teraz trochę pozytywów. Defense! Serio, spodziewaliście się czegoś innego? Podejrzewam, że jeżeli Memphis Grizzlies byliby jedyną drużyną w lidze, to na treningu i tak ćwiczyliby rotacje w obronie. Współpraca w obronie na linii Gasol-Randolph przeciw wysokim Pels była w tym meczu kosmiczna. I w tym miejscu wielki ukłon dla Dave'a Joergera, który świetnie rozpracował zawsze "nie leżący" nam zespół z Luizjany. Niedźwiadki zniechęciły swoich przeciwników do tego stopnia, że ci nie potrafili nawet zdobyć punktów sam na sam z koszem. Tyreke!


Muszę przyznać, że oglądając to spotkanie w środku nocy, byłem dziwnie spokojny o końcowy wynik. Oczywiście nie obyło się bez kilku palpitacji serca w końcówce, ale Doktor Gasol i spółka szybko utwierdzili mnie w przekonaniu, że ten najlepszy start w historii nie jest dziełem przypadku.

Mike Conley - Problemy z kostką ciągną się za nim od sobotniego meczu z Charlotte. Wczoraj kontuzja mocno ograniczyła jego poczynania ofensywne. Mike trafił skromne 2/10 z gry, ale miał za to najwyższy wskaźnik +/- (+19). Na szczęście jak sam przyznaję, kostka trochę boli, ale na pewno będzie gotowy na środowe spotkanie z Phoenix.
Ocena: 2+

Tony Allen - Grindfather zanotował swoje szóste double-double w Regular Season w karierze. Linijka na poziomie 12 punktów, 11 zbiórek robi wrażenie. W mojej opinii Tony jest jednym z najlepiej ścinających z obwodu zawodników w lidze.
Ocena: 4

Tayshaun Prince - Nie myślałem, że kiedyś to powiem, ale Tejszon był wczoraj naszą pierwszą opcją w ataku. 14 punktów, 50% z gry i za trzy, 5 zbiórek oraz świetny defense na Evansie. Gdy goście zbliżali się na kilka punktów, on wlepiał im kolejne jumpery z półdystanu. Pewnie to był jednorazowy wybryk, ale i tak się jaram.
Ocena: 4+

Zach Randolph - Można było odnieść wrażenie, że Z-Bo z Davisem zupełnie wykluczyli się z gry. Jednak to ten pierwszy wyszedł z tego pojedynku zwycięsko. Najpierw wpędził AD w problemy z faulami, a później zrobił swoje zaliczając czwarte double-double w sezonie.
Ocena: 4

Marc Gasol - Nie był już tak aktywny jak w poprzednich spotkaniach (4/10 z gry), ale za to świetnie pracował w defensywie. Jego obrona na pickach zajmuje wysokie miejsce na mojej liście ulubionych rzeczy do oglądania.
Ocena: 4

Vince Carter - Powoli zaczyna grać tak jak wszyscy od niego oczekiwaliśmy. Jest skuteczny, trafia ważne rzuty i nie przegrywa pojedynków 1 na 1. Btw. widzieliście ten Circus-shot!?

Ocena: 3+

Beno Udrih - Jego dobra dyspozycja sprawiła, że Conley mógł dłużej odpocząć na ławce. 50% z gry, jedna trójka, 4 asysty w niecałe 18 minut to zdecydowanie to czego potrzebujemy.
Ocena: 3+

Quincy Pondexter - Może nie widać tego w statystykach, ale Q-Pon naprawdę był w tym meczu jednym z głównych czynników naszego zwycięstwa. Powtórzę się, ale koniecznie zwróćcie uwagę na jego pracę nóg w obronie!
Ocena: 3+

I na koniec zostawiam Was z tym zdjęciem. Kilkanaście minut po meczu Quincy postanowił porzucać (mimo 26 minut spędzonych na parkiecie). Będą z niego ludzie.




Łukasz Pawlak

niedziela, 2 listopada 2014

Grizzlies vs Hornets, czyli zwycięstwo na Halloween'owym kacu

Tytuł nie wziął się z przypadku. Oba zespoły wyglądały jak po grubej imprezie. Atmosfera rodem z rodzinnego grilla i poziom sportowy, który bardziej od NBA przypominał 2 ligę polską (z całym szacunkiem dla chłopaków). Mnożyły się kolejne straty, niecelne rzuty oraz bieganie bez celu z jednej strony na drugą.


Mimo wszystko nasz zespół kontrolował przebieg meczu i bez problemu utrzymywał dziesięciopunktową przewagę. Głównym tego powodem była fatalna postawa gospodarzy na atakowanej połowie (nasi nie byli wcale lepsi). W ciągu pierwszych siedmiu minut drugiej kwarty udało im się zdobyć całe 3 punkty! I w tym okresie była szansa na odjechanie Hornets na min. 20-30 punktów, jednak bezsensowne straty naszego drugiego unitu wciąż utrzymywały ich w grze.

I tak, z 14-punktowego prowadzenia bardzo szybko zrobiło się 4, co oznaczało wyrównaną końcówkę i cały szereg zawałów zaserwowany dla fanów Memphis Grizzlies. W tzw. crunch-time lepsze okazały się Niedźwiadki, które użyły swojego playoffowego doświadczenia i zgasiły zapędy Charlotte na drugie zwycięstwo przed własną publicznością. Tak naprawdę wszystko, co warto było zobaczyć w tym spotkaniu zmieściło  się w skrócie, który możecie obejrzeć na naszym fanpage'u.

Mike Conley - Oj, nie była to najlepsza noc w jego karierze. Przez całe spotkanie miał problemy ze skutecznością (21% z gry, 0-3 za trzy). Nie trafiał nawet prostych lay-upów z pod samej obręczy. Na jego szczęście zaliczył kluczową asystę do Marca Gasola, który przesądził o naszym zwycięstwie.
Ocena: 2+

Tony Allen - Chyba jedyny jasny punkt obok naszych dwóch Big Manów. Wszyscy wiemy jak bardzo jest ograniczony ofensywnie, ale odbija sobie te niedoskonałości postawą na bronionej połowie. W pierwszych trzech meczach sezonu zalicza ponad 4 przechwyty na mecz! Lance Stephenson i Kemba Walker w tym spotkaniu w sumie: 2/17 z gry, to również zasługa Tony'ego.
Ocena: 4

Tayshaun Prince - Dave Joerger zaskoczył wszystkich (chyba nawet samego Tejszona) i wystawił naszego ulubieńca zamiast Quincy'ego Pondextera w pierwszej piątce. Kto wie, może gdyby nie jego obecność na parkiecie to mecz skończyłby się już w pierwszej połowie?
Ocena: 2

Zach Randolph - Trzecie z rzędu double-double i skuteczna gra w końcówkach może napawać optymizmem. Mimo, że oddał więcej pola Gasolowi w ataku, to wciąż jest definicją "grindowania" swoich przeciwników. Zawsze będę podziwiał jego timing na atakowanej desce.
Ocena: 4

Marc Gasol - Agresywny Gasol naprawdę mi się podoba. Hiszpan od początku sezonu nie zszedł poniżej 20 punktów w meczu. Jak tak dalej pójdzie to zobaczymy go w kwietniu odbierającego statuetkę MIP. X-Factor.
Ocena: 4+

Vince Carter - Po za 3 celnymi trójkami niewiele dobrego można o nim powiedzieć. Joerger próbował go jako kreatora drugiego składu, jednak 4 straty pokazują, że jeszcze nie do końca jest zgrany z resztą drużyny. Z czasem powinno być tylko lepiej.
Ocena: 2+

Quincy Pondexter - Bardzo podoba mi się w tym sezonie w defensywie. Jest agresywny, naciska i co najważniejsze nie przegrywa pojedynków jeden na jeden. Zdecydowanie brakuje jego trójek z rogu.
Ocena: 2

Kosta Koufos - Według mnie, chyba największe rozczarowanie tego sezonu. Po solidnie przepracowanym okresie letnim liczyłem na dużo więcej. Jednak na razie jesteśmy dopiero po trzech meczach, nie ma co wyciągać pochopnych wniosków.
Ocena: 2

Jon Leur - Błyszczał formą w Preseason i jak widać zderzył się niejako z rzeczywistością. Nie wyróżnia się w obronie i co najważniejsze nie trafia swoich firmowych jumperów z (pół)dystansu. Chyba jest to pora, aby dać szansę naszemu rookiemu rodem z Memphis - Jarnellowi Stoksowi.
Ocena: 1+

Łukasz Pawlak

czwartek, 30 października 2014

Grizzlies vs. Timberwolves, czyli Welcome Back Memphis Grizzlies

Tęskniliście? Ja nie zdawałem sobie sprawy, że aż tak. Gdy tylko Zach Randolph trafił jednak swój pierwszy rzut z piątego metra, a Tony Allen po raz pierwszy wygrał pojedynek 1 na 1 z Andrew Wigginsem, zrozumiałem jak bardzo brakowało mi koszykówki spod znaku Memphis. Koszykówki męczącej, ciężkiej do oglądania i pełnej wszechobecnego grindu, którego w spotkaniu przeciwko Timberwolves także nie mogło zabraknąć.


Wygraliśmy w swoim stylu. Choć po mocnym starcie (ZBo!) wydawało się, że możemy na Leśnych Wilkach zrobić upragniony blow-out, to wejście na parkiet naszych rezerwowych szybko te marzenia zaprzepaściło. Ławka Grizzlies przez cały mecz zdobyła tylko 10 punktów, trafiając z gry zaledwie 3 razy na 16 prób. Przy 46 oczkach i 51% skuteczności drugiego unitu Flipa Saundersa, któremu przewodził znakomity Mo Williams (18 pkt, 6/9 z gry) wyglądało to po prostu źle.

To samo można powiedzieć o walce na tablicach. Goście wygrali ją 47-33, a różnicę robiła przede wszystkim atakowana deska. Atletyczni Wolves przeskakiwali nad głowami bezradnych Niedźwiadków i w ten sposób trzymali się w meczu, który rozstrzygnął się dopiero w samej końcówce. 

Od czego mamy jednak nasze dwie wieże. Zach Randolph i Marc Gasol wspólnie uzbierali 57 punktów, dodali do tego 22 zbiórki, a wszystko robili na znakomitej 72% (!!!) skuteczności. To właśnie za ich sprawą Grizzlies tłamsili gości pod koszem, wygrywając walkę o punkty w pomalowanym 58-34. To także dzięki nim Niedźwiadki otworzyły sezon od zwycięstwa po raz pierwszy od trzynastu lat.

Mike Conley - 16 pkt, 6 as., 1 prz., 7/14 z gry, 1/4 za trzy

Oddał pole do popisu swoim wyższym kolegom, ale i tak (jak zwykle) był solidny do szpiku kości. Z powodu dwóch szybko złapanych fauli nie mógł tak skutecznie uprzykrzać życia Ricky'ego Rubio, jednak to między innymi za jego sprawą hiszpański rozgrywający popełnił aż 7 strat. 

Ocena: 4

Courtney Lee - 14 pkt, 3 as., 2 prz., 5/11 z gry, 2/4 za trzy

Trafiał to, co było do trafienia i jako jedyny zawodnik Grizzlies istniał na dystansie. Zdecydowanie najpewniejsza opcja na pozycji nr 2, jaką w tej chwili jesteśmy w stanie wystawić.

Ocena: 3+

Tony Allen - 8 pkt. 5 as., 3 zb., 3 prz., 4/8 z gry

Nie chciałbyś zaliczać swojego debiutu w NBA przeciwko komuś takiemu jak Tony Allen. Grindfather przyćmił jednego z kandydatów na najlepszego pierwszoroczniaka sezonu, a sam robił to, do czego nas już dobrze przyzwyczaił. Świetna bronił i pudłował lay-upy.

Ocena: 3+ 

Zach Randolph - 25 pkt, 13 zb., 5 str., 12/16 z gry

Widać, że był głodny gry. Już w pierwszej kwarcie uzbierał 12 oczek i stanowił nie lada wyzwanie dla lżejszego o kilkanaście kilogramów Thaddeusa Younga. Z biegiem czasu zwolnił, jednak dalej skupiał na sobie uwagę obrońców, uniemożliwiając podwajanie Marca Gasola.

Ocena: 4+

Marc Gasol - 32 pkt, 9 zb., 3 as., 2 prz., 2 bl., 12/17 z gry, 8/10 FT

Pozamiatał. Pierwszy mecz i od razu career-high w punktach. Czy trzeba dodawać coś więcej?


Ocena: 5

Jon Leuer - 0 pkt, 3 zb., 0/4 z gry

Pierwsza rezerwowa opcja Davida Joergera na pozycje 4/5 tym razem nie wypaliła. Kilka niezłych posiadań w defensywie i długo, długo nic. Następnym razem musi być lepiej.

Ocena: 2

Vince Carter - 4 pkt, 1/7 z gry, 0/4 za trzy

Nieudany debiut, w którym zdecydowanie zbyt rzadko widzieliśmy Cartera z piłką w rękach. Funkcjonował głównie jako spot-up shooter, którego Joerger chciał wprowadzić w miejsce Mike'a Millera. 

Ocena: 2

Quincy Pondexter - 4 pkt, 1/2 z gry, 1/2 za trzy

Nijaki występ, okraszony jedną celną trójką z prawego rogu. Potrzebujemy znacznie więcej.

Ocena: 2

Beno Udrih - 2 pkt, 1 as., 1 zb., 1/3 z gry

Oj będzie ciężko. 14 minut i -11 na parkiecie. Gdy Conley złapał 2gie przewinienie, Beno wszedł na parkiet i z +9 dla Grizzlies zrobiło się +1 dla Timberwolves. Nie, to nie był przypadek.

Ocena: 1

Kosta Koufos - 0 pkt, 1 zb., 0/0 z gry

Grał zbyt krótko, aby móc powiedzieć coś więcej


czwartek, 9 października 2014

Grizzlies vs. Bucks, czyli powrót w ciemno

GRIZZLIES vs. BUCKS 83:86


NBA niestety nie przewidziała transmisji z pierwszego przedsezonowego meczu Grizzlies, więc dzisiejsza relacja będzie opierać się głównie na tym, co udało mi się wyczytać ze statystyk. Zamiast ocen dla poszczególnych zawodników (trudno oceniać kogoś, gdy się go nie widziało), po myślnikach postaram się zatem wypisać to, co w boxscorze zwraca na siebie największą uwagę.

środa, 8 października 2014

Skarb Kibica 2014/15: rozgrywający

Już dziś wieczorem Grizzlies rozegrają swój pierwszy mecz w preseason. Z tej okazji startujemy ze Startem Kibica, który otwiera krótka analiza przyszłości naszych rozgrywających.

Mike Conley 

2013/14: 17,2 pkt, 6,0 as., 2,9 zb., 1,5 prz., 45% z gry, 36% za trzy, 81% FT

Cały świat wie, że jest niedoceniany, a mimo to cały świat nadal go nie docenia. Conley ma za sobą najlepszy sezon w karierze, w którym wziął na siebie ciężar gry i oficjalnie przejął pałeczkę lidera drużyny. Gdy na przełomie grudnia i stycznia Grizzlies mieli według rankingu Hollingera niecały procent szans na dostanie się do play-offów, to właśnie on poderwał drużynę do ataku i stał się ojcem naszego zmartwychwstania. Miejmy nadzieję, że w tym sezonie do takiego wysiłku nikt nie będzie go już zmuszał.


Najlepszy scenariusz:

Mike wchodzi na kolejny pułap swoich umiejętności. Umacnia się na pozycji lidera drużyny, a z 18 punktami na mecz zostaje też jej najlepszym strzelcem. Zwieńczeniem jego ciągłego rozwoju staje się udział w All-Star Game, gdzie Conley wchodzi na 5 minut i zbija piątki z Kobe Bryantem. 

Najgorszy scenariusz:

Jedyne co może go zatrzymać to kontuzje. Grając po ponad 30 minut na mecz Conley już w zeszłym sezonie uskarżał się na urazy kostki. Bez zmiennika z prawdziwego zdarzenia mogą się one niestety powtórzyć, a wtedy… Nawet nie chcę o tym myśleć.

Najbardziej prawdopodobny scenariusz:

Conley jest sobą. Ze zdrowym Gasolem na parkiecie nie musi już ciągnąć Grizzlies na swoich osamotnionych barkach. Spadek w rubryce "punkty" odbija sobie zwiększoną liczbą asyst i po raz kolejny udowadnia wszystkim, że należy do ścisłej czołówki rozgrywających w NBA. Na występ w Meczu Gwiazd nadal nie ma jednak co liczyć… 


Nick Calathes

2013/14: 4,9 pkt, 2,9 as., 1,9 zb., 0,9 prz., 45% z gry, 31% za trzy, 61% FT

Nie jestem w stanie mu zaufać. Oglądałem w zeszłym sezonie zbyt dużo meczów Grizzlies, aby traktować Greka jako wartościową drugą opcję na pozycji rozgrywającego. Calathes to rodzaj zawodnika, który podnosi ci ciśnienie przy każdym kontakcie z piłką. W zeszłym roku 23% jego posiadań kończyło się stratą...

Najlepszy scenariusz:

Po 13 meczach zawieszenia Calathes jest głodny gry. Resztki włosów jeżą mu się na głowie, gdy myśli o powrocie na parkiet. W pierwszym meczu zastępuje mającego kłopot z faulami Conleya i wygląda nadzwyczaj solidnie. Dzięki temu utrzymuje pozycję drugiego rozgrywającego i chwilami sprawia, że uderzam się w pierś. Chwilami.

Najgorszy scenariusz

Calathes szybko traci minuty na rzecz Beno Udriha i coraz bardziej żałuje pobytu w Memphis. Gdy tylko sezon się kończy, ucieka do ojczyzny, aby jak najszybciej zapomnieć o wygwizdujących go kibicach w FedEx Forum.


Najbardziej prawdopodobny scenariusz:

Grek topi się w przeciętności i robi dokładnie to samo, co w zeszłym sezonie. Na trzy słabe występy zalicza jeden dobry, który daje nam nadzieję, że jeszcze coś z niego będzie. Nawet gdy w głębi duszy wszyscy wiedzą, że to jego ostatni sezon w NBA.

Beno Udrih


2013/14: 4,9 pkt, 2,8 as., 1,4 zb., 0,6 zb., 43% z gry, 43% za trzy, 83% FT

Gdy Grizzlies zatrudniali go pod koniec lutego miał to być tylko szybki, trzymiesięczny romans. Skończyło się na stałym związku i podpisaniu dwuletniego kontraktu podczas tegorocznego offseason. Świetna seria z Thunder zapewniła mu miejsce w drużynie, a teraz zapewni mu pewnie pozycję drugiego rozgrywającego.

Najlepszy scenariusz:

Benosanity trwa dalej. Udrih wchodzi z ławki i trafia wszystkie rzuty z półdystansu, jakie tylko przyjdą mu do głowy. Wykorzystuje zawieszenie Calathesa, aby zdobyć pozycję rezerwowego rozgrywającego i choć z biegiem czasu traci na jakości, to dalej gra na poziomie, którego nikt się po nim nie spodziewał.


Najgorszy scenariusz:

Sen o udanych play-offach kończy się nadzwyczaj szybko. Udrih momentalnie staje się kompletną dziurą w defensywie i gra źle do tego stopnia, że niektórzy z nas zaczynają tęsknić za Nickiem Calathesem. Czarę goryczy przelewa jeszcze jego prośba o transfer i powrót do New York Knicks.

Najbardziej prawdopodobny scenariusz:

Słoweniec miewa przebłyski w ofensywie, lecz zdecydowanie częściej zwracamy uwagę na jego błędy w obronie. Mimo to wygrywa walkę o minuty z Calathesem, choć większa w tym zasługa marnej formy tego drugiego. 


sobota, 4 października 2014

3on3: Przed sezonem - część 2.

Kolejna sobota, czyli czas na kolejne wydanie naszego przedsezonowego 3on3. Tym razem zajęliśmy się rolą Vince'a Cartera, kontraktem Marca Gasola i przyszłością Michaela Beasleya, który według niektórych z nas ma szansę odbudować w Memphis swoją karierę. Na pytania odpowiadał z nami Piotrek Zarychta, do niedawna redaktor naczelny portalu zkrainynba.com, dziś świeżo upieczony członek redakcji Szóstego Gracza.


1. Czy widzisz jakąkolwiek szansę na to, że Michael Beasley odbuduje w Memphis swoją karierę?

Piotr Zarychta (Szóstygracz.pl): Jakąś szansę widzę, ale po pierwsze tego typu eksperymenty bardzo rzadko kończą się powodzeniem. Oczywiście życzę i Grizzlies i Beasleyowi z całego serca powodzenia, ale trudno mi sobie wyobrazić udany koniec tej współpracy. Po pierwsze sam B-Easy najlepiej się czuje, gdy jest zawodnikiem pierwszoplanowym, a takim w Grizzlies na pewno nie będzie. Poza tym mam wrażenie, że jemu potrzebny jest trener o odpowiednich właściwościach, trener, który dogada się z nim w kwestii mentalnej. Czy Dave Joerger może być tym człowiekiem? Wątpię.

Łukasz Pawlak (Polish Grindhouse): Co roku inny klub i co roku to samo pytanie. Czy Memphis to wreszcie to właściwe miejsce? Ciężko stwierdzić. Na ten moment nie wiadomo jeszcze czy B-Easy przekona do siebie sztab szkoleniowy Niedźwiadków (chociaż konkurencja nie powala na kolana). Jeżeli jednak włodarze naszego zespołu zdecydują się go podpisać, na pewno będę fanem tego ruchu.


Krzysiek Uzdowski (Polish Grindhouse): Na pierwszym treningowym campie Beasley wyglądał podobno znakomicie, ale hej, kto nie wygląda dobrze na pierwszym treningowym campie? Mimo to tli się we mnie iskierka nadziei, która podpowiada mi, że były #2 Draftu 2008 w składzie Grizzlies może odnaleźć swój nowy, wyrozumiały dom. Jak przechodzić duchową przemianę to tylko w Memphis. Zapytajcie Zacha Randolpha.

2. W jakiej roli David Joerger powinien wykorzystywać Vince’a Cartera?

Piotr Zarychta: Carter powinien mieć dwojaką rolę w zespole. Po pierwsze powinien być superrezerwowym, pełnić podobną rolę jaką miał w Dallas. Przy okazji powinien być też mentorem dla młodych graczy, takich jak Jordan Adams. Powinni oni korzystać z jego doświadczenia i nasiąkać jak gąbka jego opowieściami.


Łukasz Pawlak: Myślę, że VC będzie pełnił podobną rolę co w zeszłym sezonie w Dallas. Jako zmiennik Tejszona będzie miał za zadanie rozruszać naszą grę w ataku oraz odciążyć Mike'a Conleya od kreowania akcji ofensywnych. Liczę także na sporą ilość minut w crunch-time

Krzysiek Uzdowski: Wszyscy chcemy widzieć Vince'a na parkiecie w ciągu ostatnich 5 minut spotkania. To pewne. Z nim na parkiecie, przestoje naszej ofensywy powinny trwać zdecydowanie krócej, niż miało to miejsce w niektórych momentach poprzedniego sezonu. Jeśli chodzi o konkretną rolę, to zakładam, że Joerger nie musi się nawet do Cartera odzywać. Vince ma po prostu robić to, co tak dobrze wychodziło mu w ciągu dwóch ostatnich sezonów - grać na poziomie najlepszych rezerwowych w całej NBA.

3. Marc Gasol wchodzi w swój contract year i za rok stanie się wolnym agentem. Czy według Ciebie Hiszpan zasługuje na maksymalny kontrakt?

Piotr Zarychta: Nie jestem nigdy chętny do przepłacania zawodników, ale patrząc na to jak szybko w górę będzie szło w najbliższych sezonach salary cap, podpisanie z Gasolem bardzo wysokiej umowy nie będzie dużym błędem. W tej chwili wydaje się on być kluczowym zawodnikiem dla sukcesu drużyny. Mam jednak przeczucie, że Grizzlies dogadają się z nim na kontrakt, po którym znów wszyscy podrapiemy się w głowy, że można takiemu zawodnikowi dać zmyślny kontrakt, podobnie jak to było parę lat temu choćby w przypadku Mike'a Conleya.


Łukasz Pawlak: Zdecydowanie. Młodszy z braci to ikona tej organizacji, gracz, na którym oparta jest cała gra zespołu - zarówno ofensywna jak i defensywna - i między innymi właśnie po to była cała ta polityka oszczędnościowa w ostatnich latach. Oczywiście, słyszy się dużo plotek, o tym jakoby Hiszpan miał zasilić w przyszłym roku szeregi New York Knicks, ale chyba nikt nie wyobraża sobie innej decyzji niż kontynuowanie kariery w mieście Elvisa.

Krzysiek Uzdowski: Jeśli doktor Marc od tego uzależni swój dalszy pobyt w Memphis to oczywiście, managment Niedźwiadków nie powinien się nawet zastanawiać. W lidze z łatwością znajdziemy masę bardziej przepłaconych zawodników. Liczę jednak, że Marc pójdzie w ślady kolegów z drużyny (Tony Allen, ZBo) i zgodzi się na mniejszy kontrakt kosztem dalszego budowania drużyny z mistrzowskimi aspiracjami.

PS. Piotrkowi na dniach urodzi się potomek, więc w imieniu całej Niedźwiedziej familii życzymy mu wszystkiego najlepszego!