środa, 12 marca 2014

Grizzlies vs. Blazers, czyli Zachodzie nadchodzimy!

Grizzlies mają patent na Blazers. W ostatnich pięciu pojedynkach, podopieczni Terry'ego Stottsa nie wygrali ani razu. Nie inaczej było w tym meczu.

Oba zespoły zaczęły bardzo powoli i grały na mizernej skuteczności. Woda na młyn dla Niedźwiadków. Dave Joerger doskonale wie, że jeśli tylko ograniczy się ofensywę Portland, zwycięstwo teoretycznie jest już formalnością.

Po dość wyrównanej pierwszej kwarcie, w drugiej niespodziewanie sygnał do ataku dał Miśkom Nick Calathes. Grek świetnie kierował ofensywą gospodarzy oraz napędzał kolejne kontrataki. I to właśnie szybkie przejścia z obrony do ataku, były w tym spotkaniu domeną Grizzlies. Po takich akcjach zespół z Tennessee zdobył aż 20 punktów.

W drugiej części gości w grze utrzymywali Robin Lopez, który zbierał zdecydowanie za dużo piłek w ataku oraz Damian Lillard, który dzięki swoim talentom strzeleckim, nie pozwalał znokautować swojego zespołu.

Na szczęście Niedźwiadki po niezłej grze dowieźli wynik do końca, wygrywając tym samym siódme spotkanie z rzędu przed własną publicznością. Teraz nasz zespół czeka nie lada wyzwanie. W cztery kolejne dni zagramy aż trzy mecze na wyjeździe kolejno z: Pelicans, Raptors i 76ers. Plan minimum? Wygrać wszystko.

Mike Conley - Wreszcie zagrał tak jak powinien. 50% skuteczność to zdecydowany progres w porównaniu do ostatnich tygodni. Jak zwykle świetnie kontrolował tempo. Niesamowicie inteligenty zawodnik.
Ocena: 4


Courteny Lee - Po słabej pierwszej połowie, w drugiej wrzucił na wyższy bieg, zdobywając w tej części gry wszystkie swoje 16 punktów. Z dobrej strony pokazał się także na bronione połowie, gdzie zatrzymał na tylko 5 punktach Wesley Matthewsa, który w obecnych rozgrywkach zalicza średnio aż 16,3 punktów na mecz. Btw. widzieliście ten spin-move-reverse?!
Ocena: 4

Tayshaun Prince - Przez większą część spotkania miał na przeciw siebie o dwie głowy niższego, wspomnianego wcześniej Matthewsa. Tejszon wykorzystał braki defensywne rzucającego Blazers, raz po raz kończąc akcje spod kosza, czy to dunkiem, czy to akcją 2+1.
Ocena: 3+

Zach Randolph - Joerger posłał go od początku na przeciw Aldridge'a, a ten zaskakująco dobrze radził sobie z nim po obu stronach parkietu. Z-Bound zaliczył swoje 38 double-double w sezonie w postaci 18 punktów i 12 zbiórek.
Ocena: 4+

Marc Gasol - W obronie miał stosunkowo mało roboty z Robinem Lopezem, ale za to mógł skupić się bardziej na ofensywie. Hiszpan po raz kolejny otarł się o triple-double i sądzę, że staty na poziomie 15-8-5 będą się mu przydarzać coraż częściej.
Ocena: 4+

Kosta Koufos - Tym razem popełnił kilka nie potrzebnych strat, ale za to wciąż solidnie pracuje na tablicach. W niecałe 20 minut udało mu się zdobyć 2 punkty, 4 zbiórki, 2 bloki i 3 straty.
Ocena: 2+

Nick Calathes - Nadspodziewanie dobrze wyglądał w roli drugiego playmakera. W samej pierwszej połowie zaliczył aż 7 asyst, a w całym meczu zdobył ich najwięcej w karierze - 9. Nareszcie nie popełniał głupich błędów.
Ocena: 4

Tony Allen - 100% skuteczności, 7 punktów w tym jedna trójka, 3 zbiórki, 2 asysty i oczywiście przekozacka defensywa. Wszystko to w 20 minut z ławki.
Ocena: 3+

Mike Miller - Grizzlies wygrali 11 z 14 ostatnich meczy, kiedy Miller zdobywał w nich minimum 10 punktów. Wczoraj miał ich 14 i przewodził naszym drugim unitem, który łącznie uzyskał 30 punktów
Ocena: 4

Jon Leur - Pojawił się tylko na 55 sekund...
Ocena: Brak



Badylos

niedziela, 9 marca 2014

Grizzlies vs. Bobcats, czyli szybko, łatwo i przyjemnie

W ostatnim pojedynku obu drużyn, zespół z Północnej Karoliny nie pozwolił Niedźwiadkom wskoczyć na ostatniej miejsce premiowane awansem do rozgrywek posezonowych. Nasz zespół bardzo chciał zrewanżować się za lutową porażkę i bez problemów pokonał młode koty Michaela Jordana.

Zaczęliśmy to spotkanie od szybkiego prowadzenia 8-2, żeby za moment równie szybko stracić całą przewagę. Do przerwy mecz był dość wyrównany, z lekkim wskazaniem na Grizzlies.

Po zmianie stron sygnał do ataku dał Miśkom Mike Conley, który swoimi pięcioma rekordowymi trójkami, siał spustoszenie w szeregach obronnych gości. Podopieczni Dave Joergera już do samego końca kontrolowali przebieg spotkania.

Po raz kolejny z dobrej strony pokazali się nasi rezerwowi, którzy łącznie zdobyli aż 48 punktów. W swoim stylu zniszczyliśmy rywali także w pomalowanym, gdzie wypunktowaliśmy Bobcats 60-46.


W następnym meczu Niedźwiedzi czeka ciężki pojedynek z zespołem "Portlandu", a już dziś liczymy na porażkę Dallas, którzy grają na ciężkim terenie z ekipą Indiany Pacers. W innym dzisiejszym spotkaniu Golden State Warriors będą podejmować Phoenix Suns. W obliczu porażki Słońc oraz Mavericks, automatycznie wskakujemy na siódmą pozycję w tabeli. Trzymamy kciuki!

Mike Conley - Powoli Mike wybudza się nam ze snu zimowego. W ostatnich dwóch meczach zdobył łącznie 32 punkty oraz 11 asyst. Jednak jego skuteczność wciąż pozostawia wiele do życzenia. Trafił wspomniane wcześniej pięć trójek, wyrównując tym samym swój życiowy rekord.
Ocena: 4

Courtney Lee - Mało miał okazji do pokazania publiczności swoich talentów ofensywnych, jednak dzięki jego (i nie tylko) staraniom na bronionej połowie, Grizzlies mogli sukcesywnie budować swoją przewagę.
Ocena: 4

Tayshaun Prince - Typwy Tejszon. 4 punkty w 18 minut. Miejmy nadzieję, że z Jamesem Johnsonem już wszystko w porządku, bo nasz ulubieniec gra ostatnio zdecydowanie za długo.
Ocena: 1+

Zach Randolph - Oddał tylko siedem rzutów, ale za to grał na dobrej 71% skuteczności. Wprawdzie nie zaliczył kolejnego double-double, jednakże wczorajszej nocy z walki na desce wyręczali go koledzy.
Ocena: 4

Marc Gasol - Podobnie jak reszta starterów zagrał zdecydowanie krócej. Nie przeszkodziło mu to jednak w zdobyciu przyzwoitych 14 punktów oraz 9 zbiórek. Jak zwykle świetnie dyrygował naszą defensywą.
Ocena: 4

Mike Miller - W drugiej kwarcie zamarli wszyscy fani Memphis Grizzlies, po tym jak nasz najlepszy shooter padł na parkiet jak rażony piorunem. Na szczęście w przerwie, masażyści odświeżyli kostki sędziwego Mike'a, dzięki czemu ten znowu mógł rzucać swoje, niezwykle skuteczne ostatnio, jumpery.
Ocena: 3+



Tony Allen - Grindtata może pochwalić się po tym meczu niezwykle imponującą linijką. W 22 minuty uzbierał 8 punktów, 6 zbiórek i 4 finalne podania. Ozdobą spotkania był przede wszystkim jego putback slam z początku drugiej kwarty.
Ocena: 3+

Nick Calathes - Ciężko patrzeć na jego drewniane (choć często skuteczne) ruchy w ataku. Niestety Grek nie jest demonem szybkości, a tego wydaje mi się bardzo na pozycji drugiego rozgrywającego potrzebujemy.
Ocena: 2

Kosta Koufos - Niezwykle produktywne minuty z ławki. Po nieco słabszej pierwszej połowie, w drugiej wielkolud znad Morza Śródziemnego dominował po obu stronach boiska, zdobywając ostatecznie znakomite 12 punktów i 10 zbiórek w niecałe 20 minut.
Ocena: 4+

Jon Leur - Gdyby grał w piłkę nożną, nazwałbym go prawdziwym lisem pola karnego. Janek ma niesamowitą łatwość w zdobywaniu punktów. Jednak, żeby nie było tak pięknie, muszę go także zganić za fatalne ruchy w defensywie. Obrona to jest coś nad czym musi zdecydowanie pracować.
Ocena: 4

James Johnson, Ed Davis, Beno Udrih - Zagrali kilka minut w tzw. garbage-time, a temu ostatniemu udało się nawet przysmażyć dwie triple..
Ocena: Brak


Badylos

sobota, 8 marca 2014

Grizzlies vs. Bulls, czyli ten drugi Mike robi różnicę

Mecz z Bulls na wyjeździe nie jest czymś, co chcesz nazywać absolutnym must-winem dla swojej ekipy. W obliczu niedawnej porażki z Nets i niespodziewanej wygranej Suns nad Thunder, wizyta Niedźwiadków w Wietrznym Mieście musiała jednak zakończyć się zwycięstwem. I na szczęście tak się stało, choć do dobrej gry było nam bardzo daleko.
źr: zimbio.com
Po dwunastu minutach spotkania, wynik 15-12 dla Grizzlies idealnie wpisał się w styl gry obu drużyn. Z jednej strony znakomita, pełna agresji defensywa, z drugiej niesamowite problemy ze zdobywaniem punktów i oddawanie kolejnych rzutów w ostatnich sekundach akcji. Pierwszą kwartę ekipy otworzyły 26% skutecznością z gry... To nie był mecz, o którym z wypiekami na twarzy opowiadasz swoim sąsiadom. O takim meczu chcesz, jak najszybciej zapomnieć i pozostaje Ci się tylko cieszyć ze zwycięstwa.

Znowu zawodziła nasza pierwsza piątka. Tejszon zagrał jak na Tejszona przystało, Mike Conley przez pierwsze 24 minuty meczu wyglądał, jak ten sam zawodnik, który na Brooklynie zamienił się talentami z Nickiem Calathesem, a Courtney Lee i Zach Randolph raz po raz uderzali w ścianę sklejoną znakomitą defensywą Toma Thibodeau. Z dobrej strony pokazał się tylko Marc Gasol, którego pojedynek z Joakimem Noah był odizolowaną ozdobą tego starcia. 

Wygraliśmy dzięki ławce, a właściwie jej dwóm elementom. Kosta Koufos i Mike Miller. Ten pierwszy, jak opętany walczył na atakowanej desce i do perfekcji opanował pick&rolle z Nickiem Calathesem. Greek Connection. Drugi oszalał w pewnym momencie jeszcze bardziej. Cztery celne trójki na pięć oddanych, +19 z nim na parkiecie, Byki nie miały odpowiedzi.

Niedźwiadki wygrały swoje 22 spotkanie od początku 2014 roku. Play-offy wciąż są na wyciągnięcie ręki, ale wpadki takie, jak ta niedawna z Nets nie mogą się nam już przytrafiać. Adam Silver choć powinien, nie da rady znaleźć sposobu na umieszczenie dziewiątej ekipy na Zachodzie w postseason. 

Mike Conley - Nie udało się zmazać plamy po najgorszym w karierze (?) występie z Brooklyn Nets. Jakiś czas temu odnalazł się jednak Nemo, miejmy nadzieję, że wkrótce odnajdzie się też Mike. Póki co dobrze to jednak nie wygląda. Wczorajsze 4/15 z gry to zdecydowanie za słabo, jeśli Grizz myślą o wyprzedzeniu Suns lub/i Mavericks.
Ocena: 3

Courtney Lee - Zdjął stopę z gazu, co musiało w końcu nastąpić. Gorsze chwile w ataku nie mogą jednak tłumaczyć coraz słabszej defensywy, która ostatnio przytrafia mu się coraz częściej.
Ocena: 2 

Tayshaun Prince - Skończ waść, wstydu oszczędź. Ostatnie dwa mecze w wykonaniu Tejszona to łącznie (nie średnio!) 0 punktów, 0 przechwytów, 0/2 z gry, 1 zbiórka, 1 blok i  2(!) asysty. To wszystko w 39 minut na parkiecie. Dlaczego właśnie my? 
Ocena: 1

Zach Randolph - Ostatecznie dobił do double-double, ale trzeba przyznać, że Bulls zrobili swoje. Ograniczali Zacha jak tylko mogli i nie pozwalali mu zajmować dogodnych pozycji tyłem do kosza. To samo tyczy się zbiórek ofensywnych, których ZBo nijak nie potrafił wczoraj wykorzystać.
Ocena: 3

Marc Gasol - Nie przegrał starcia dwóch najlepszych do oglądania środkowych w NBA. Wygrać, też go pewnie nie wygrał, jednak biorąc pod uwagę rzeczy, które ostatnimi czasy wyprawiał Joakim Noah, postawa Hiszpana w defensywie musiała się podobać. To właśnie Papa Gasol był główną przyczyną aż sześciu strat, które ostatecznie uzbierał center z Chicago.
Ocena: 4

Tony Allen - W ofensywie, jak to ma w zwyczaju - porcja niecelnych lay-upów i tylko 2/6 z linii, co mogłoby nas kosztować, gdyby dwie celne trójki mniej Mike'a Millera. Swoje robił na szczęście w defensywie i w ostatniej odsłonie spotkania zatrzymał gorącego w drugiej kwarcie D.J.'a Augustina.
Ocena: 3+

Mike Miller - Choć czarnych nie brakowało, Mike był wczoraj najczarniejszy. Podbite oko tylko dodało mu animuszu. 4/5 z dystansu i +19 na parkiecie. Stary człowiek i może.
Ocena: 5

Kosta Koufos - Wciąż najbardziej niedoceniany transfer wakacyjnego okienka. Kosta fantastycznie spisuje się jako rezerwowy wysoki, a nam pozostaje tylko bić brawo, jak zgarnia kolejne piłki na atakowanej tablicy (wczoraj 4) i trafia swoje półhaki. Greek Freak to może nie jest, ale i tak robi swoje. +13 z nim na parkiecie dobrze o tym świadczy.
Ocena: 4+

Nick Calathes - Jeden z lepszych występów z ławki w tym sezonie. Zaczynam mówić to coraz częściej więc kto wie, być może jeszcze nastaną dni, w których pokocham najlepszego debiutanta z lutego w konferencji zachodniej. Oby.
Ocena: 3+

Jon Leuer - #FreeJonLeuer. 7 minut, 7 punktów i jedna celna trójka.
Ocena: 4

czwartek, 6 marca 2014

Grizzlies vs. Nets, czyli Flu Game

Nie możesz wygrać meczu, kiedy rzucasz na rozpoczęcie 2 punkty przez 7 minut, pozwalając jednocześnie rywalom na run 21-2, który przy takim obrocie spraw praktycznie ustala wynik całego spotkania.

Mimo wszystko Grizzlies jeszcze w tej samej kwarcie w swoim stylu zmniejszyli deficyt do tylko 4 punktów, jednak wtedy z pomocą oraz świetną ręką z dystansu przyszedł gospodarzom Marcus Thornton, który zdobył 15 ze swoich 20 punktów w samej drugiej ćwiartce.


Dalsza część meczu to już całkowita kontrola wydarzeń boiskowych w wykonaniu Brooklyn Nets. Podopieczni Jasona Kidda rozstrzelali swoich przeciwników trafiając aż 15 trójek oraz ograniczyli pierwszy garnitur gości do tylko 24 punktów.

W ekipie Niedźwiadków z powodu wirusa zabrakło Zacha Randolpha, który na pewno byłby w stanie odmienić losy tego spotkania. Na podobne dolegliwości narzekał także Tony Allen (chłopaki zapewne zjedli nieświeżą pizze poprzedniego wieczoru) jednak Grindfather zabił złe bakterie siłą charakteru.

Tym samym Miśki zaprzepaściły kolejną szansę na awans do pierwszej ósemki swojej konferencji. Na zakończenie tripa po wschodniej części USA nasz zespół będzie podejmował niezwykle gorących ostatnio Chicago Bulls. To spotkanie już w najbliższy piątek.

Mike Conley - 2 punkty, 0-8 z gry, 6 strat i -30 z nim na parkiecie. Spoko, zdarza się najlepszym. Jednak ostatnimi czasy Mike'owi słabe występy przydarzają się zdecydowanie za często. Nie poradził sobie z tłustym D-Willem.
Ocena: 1

Coutney Lee - Demon defensywy - Shaun Livingston ograniczył go to tylko 2 celnych rzutów. Kompletnie niewidoczny.
Ocena: 2

Tayshaun Prince - Nie było go w Barclays Center. Jak Boga kocham. Tejszon został w hotelu. Chciałbym chociaż przytoczyć jego staty, ale chyba tylko Bill Gates ma więcej zer na koncie.
Ocena: 1

Ed Davis - Patrz: Tayshaun Prince.
Ocena: 1

Marc Gasol - Jedyny jasny punkt wśród naszych starterów. Marc ciągnął naszą grę podczas comebacku w pierwszej kwarcie, zdobywając punkt za punktem. Jednak wtedy cwaniak Kidd posłał na Hiszpana swoją tajną broń - Jasona Collinsa, który zniechęcił Gasola do dalszej gry. Przypadek?
Ocena: 4

James Johnson - Występował głównie w czwartej kwarcie, gdy wynik był już dawno rozstrzygnięty. Spalił siatkę trzy razy w tym dwa z dystansu.
Ocena: 3

Tony Allen - Wirus nie przeszkodził mu w zdobyciu 15 punktów. Jeden z nielicznych, którym chciało się w tym meczu grać. Nie zatrzymał Joe Johnsona.
Ocena: 3+

Kosta Koufos - Wyglądał znacznie lepiej niż Davis. Może powinniśmy zacząć to spotkanie na dwie wieże? W 19 minut zdobył niezłe 12 punktów i 8 zbiórek a także miał najwyższy wskaźnik +/- (+20).
Ocena: 4

Nick Calathes - Podobnie jak jego rodak zagrał bardzo przyzwoity mecz. Potwierdzają to statystyki, a te Calathes ma naprawdę niezłe: 10 punktów, 5 zbiórek, 5 asyst, 4 przechwyty i tylko jedna strata. Wbrew pozorom ma niesamowicie szybkie ręce.
Ocena: 4

Mike Miller - Dostał łokieć na twarz od Mirzy Teletovicia w ostatniej odsłonie i na parkiet już nie powrócił. Chyba dobrze, bo pudłował tej nocy na potęgę.
Ocena: 1

Jon Leur - Przypomniał o sobie i od razu zdobył 19 punktów na świetnej 60% skuteczności. Jest niesamowicie pewny siebie, ma silną psychę i moim zdaniem Joerger powinien dawać mu więcej szans.
Ocena: 4

Beno Udrih - Wreszcie miał okazję się pokazać i zaraz po wejściu na boisko zdobył swoje pierwsze punkty w barwach Grizz. Jednak wciąż nie rozumiem po co Słoweniec został sprowadzony do Memphis.
Ocena: Brak


Badylos

wtorek, 4 marca 2014

Grizzlies vs. Wizards, czyli Tejszon, ty wariacie

Wstałem, zjadłem śniadanie, obejrzałem mecz. Uszczypnąłem się w ramię. Nie, to nie był sen. Tayshaun Prince był jak bulterier. Jak wściekły byk. Jak Tommy Lee Jones w Ściganym. Wszystko naraz. 21 punktów, 8/11 z gry i dagger na 55 sekund do końca meczu. Witamy w 2005 roku.

źr: fansided.com
Oczywiście Grizzlies, którzy w czwartej kwarcie prowadzili już 19 punktami nie mogli po prostu wygrać tego spotkania. Byłoby za łatwo. Wizards wyczarowali w końcówce run 18-5 i trafiając cztery trójki w przeciągu 90 sekund (Ariza, Wall, Wall, Porter) zbliżyli się do Niedźwiadków na jedno posiadanie. Na więcej nie starczyło na szczęście czasu. Grizz przerwali serię sześciu zwycięstw z rzędu Czarodziejów i uniemożliwili Marcinowi Gortatowi zaliczenie kolejnego double-double. Polak po bardzo dobrej pierwszej kwarcie zaginął gdzieś w drugiej połowie i nie był w stanie pomóc swojej ekipie w rozpaczliwych próbach comebacku.

W swoim stylu zniszczyliśmy gospodarzy w pomalowanym. Wizards nie mogli znaleźć odpowiedzi na nasze 62 punkty z trumny, a 67% skuteczność zawstydzała kolejnych wysokich ze stolicy Stanów Zjednoczonych, którzy nijak nie potrafili zatrzymać z łatwością dostających się pod kosz Niedźwiadków. Jeśli jesteś podatny na penetracje Tayshauna Princ'a, to wiedz, że coś się dzieje.

Mike Conley - To jeszcze nie ten sam Mike, co sprzed kontuzji kostki, ale powoli budzimy się do życia. Miał swój moment w trzeciej kwarcie, gdy robił co chciał na koźle, penetrując do kosza i kończąc niemal każdą akcję skutecznym lay-upem, floaterem, albo asystą. 
Ocena: 4

Courtney Lee - W cieniu gwiazdy. Bardzo dobry w defensywie na Bradleyu Bealu, który w pierwszej połowie trafił z gry tylko raz na siedem prób. W ataku tym razem niewidoczny.
Ocena: 3

Tayshaun Prince - Jeszcze raz: 21 punktów, 8/11 z gry i 6 zbiórek. Niedźwiadki były z nim +16 na parkiecie. Zapamiętajcie ten dzień, będzie o czym opowiadać wnukom.
Ocena: 5

Zach Randolph - Kolejne double-double. Już piąte w ciągu ostatnich sześciu spotkań. Miał problemy z przepychaniem Trevora Bookera, ale gdy Grizzlies robili swój run w trzeciej kwarcie, ZBo był obok Mike'a Conleya drugim najlepszym zawodnikiem na parkiecie. Wystarczyło.
Ocena: 4

Marc Gasol - Robił wszystko. Do triple-double zabrakło tylko dwóch asyst i trzech zbiórek. Do tego trzy bloki, trzy przechwyty i wyłączenie z gry Marcina Gortata w drugiej połowie. Najgorszy wskaźnik +/- w ekipie (-10) złapał w końcówce czwartej kwarty, gdy Wizards robili swój magiczny run. Na szczęście nieskuteczny.
Ocena: 4

Mike Miller - Wreszcie trafia, to najważniejsze. Ostatnie siedem spotkań to 16/27 z dystansu. Wczoraj na trzy próby trafił dwa razy. Przyzwoity powrót na stare śmieci.
Ocena: 3

Tony Allen - Kolejny mocno chaotyczny występ. Kilka głupich decyzji i złych podań, które przeciwko silniejszym rywalom mogłyby nas kosztować o wiele więcej. 
Ocena: 2

Kosta Koufos - Bardzo dobry występ i świetne minuty z Zachiem Randolphem w trzeciej kwarcie. Jeśli nie przemawiają do was moje słowa, posłuchajcie się cyfr. Niedźwiadki były wczoraj z Koufosem +17 na parkiecie. Najlepszy wynik drużyny w ledwie 19 minut.
Ocena: 4+

Nick Calathes - 6 punktów, 4 asysty, 3 zbiórki i co najważniejsze ani jednej straty. Szkoda, że nie wygląda to tak codziennie. 
Ocena: 4

James Johnson nie wystąpił w spotkaniu z powodu urazu kostki, którego nabawił się w starciu z Cavaliers. Kontuzja nie jest jednak poważna i JJ już wkrótce powinien wrócić na parkiet.



niedziela, 2 marca 2014

Grizzlies vs. Cavaliers, czyli brak stabilizacji

Spotkanie miało podobny przebieg do tego piątkowego z Oklahomą. Grizzlies fatalnie weszli w mecz i w efekcie zespół z Ohio szybko uzyskał 10-punktowe prowadzenie. Goście przez całą połowę utrzymywali spokojną przewagę i poza kilkoma zrywami Miśków w drugiej kwarcie, kontrolowali rozwój spotkania.

Druga część to już świetna gra naszych starterów (nie Tejszon, nie o tobie mowa) po obu stronach parkietu. Niedźwiadki zatrzymały rozpędzonych Cavs na tylko 31 punktach oraz znakomicie wykorzystywały braki obronne Kyrie Irvinga i spółki. Uncle Drew wprawdzie robił z naszą defensywą co chciał (28 punktów, 11/18 z gry), jednak na nic zdały się jego popisy w tym meczu. W crunch-time nasz zespół nie dał szans gościom wygrywając tą część gry 9-0.

Tym samym Grizzlies wygrali piąty z rzędu mecz przed własną publicznością, a kontrast między pierwszą a drugą połową tego spotkania najlepiej oddaje poniższe zdjęcie:


Mike Conley - Welcome back Mike. 23 punkty, 8-14 z gry (w tym 2 trójki), 7 asyst, 2 przechwyty oraz najlepszy do spółki z Gasolem wskaźnik +/- (+23). Jednak takie staty przeciwko biernemu w defensywie Irvingowi to nie sztuka. Musi grać na takim poziomie także z silniejszymi rywalami.
Ocena: 4+

Courtney Lee - Ależ on odżył w tym mieście. Po kilku latach tułaczki po kraju, wydaję się, że wreszcie znalazł właściwe miejsce. Odkąd przybył do Memphis zalicza średnio 13,5 punktów na mecz. Takiego pure shootera brakowało w pierwszej piątce od bardzo dawna. Gdyby jeszcze udało się pozbyć Tejszona...
Ocena: 4

Tayshaun Prince - Facet przechodzi samego siebie. Wczorajszego wieczoru był 1/8 z gry i nie trafiał nawet najprostszych rzutów spod kosza. Tragedia. Ratuje go to +18 w boxscorze oraz wciąż przyzwoita obrona przeciw skrzydłowym rywali (Deng: 5/14 z gry).
Ocena: 2+

Zach Randolph - Z-Bo przypomina mi maszynkę do mielenia mięsa. Wiecie, taką, w której robi się farsz na pierogi. W samej tylko trzeciej kwarcie uzyskał 13 punktów i 6 zbiórek. Był naszym pierwszym punktującym (23) i wyrównał swoje season-high w przechwytach (4). Powinien tak miażdżyć w każdym meczu.
Ocena: 5

Marc Gasol - Znów otarł się o triple-double (22-8-6) i był naszym drugim playmakerem. Należy wspomnieć także o jego szóstym celnym rzucie za trzy w całej sześcioletniej karierze, który zapewne już dziś widzieliście na naszym fanpage'u.


Ocena: 4+

James Johnson - Występował tylko przez 6 minut, gdyż Joerger postanowił zagrać na Twin Towers z Koufosem i Gasolem obok siebie. Mimo to i tak udało mu się wsadzić piłkę z góry.
Ocena: Brak


Tony Allen - Prawdziwy energizer z ławki! 16 punktów na świetnej, 70% skuteczności, świetna defensywa na piłce, 2 ofensywne zbiórki oraz tyle samo asyst. Czego chcieć więcej?
Ocena: 4



Kosta Koufos - Pograł trochę u boku Papy Gasola, jednak podobnie jak cały drugi unit, występował baardzo krótko. W 12 minut zdobył 4 punkty i 1 zbiórkę.
Ocena: 3

Nick Calathes -  Bezbarwny występ "amerykańskiego Greka", jednak do tego już nas przyzwyczaił. 9 minut, 2 straty i -9 z nim na parkiecie.
Ocena: 2

Mike Miller - Niecałe 6 minut to zbyt mało by ocenić jego grę.
Ocena: Brak



Badylos

sobota, 1 marca 2014

Grizzlies vs. Thunder, czyli niski wymiar kary

Nie wygramy  meczu, w którym Tayshaun Prince był trzecim, a może nawet drugim najlepszym zawodnikiem w naszej wyjściowej rotacji. Nie, to nie miało prawa się udać.


Niedźwiadki wyszły na parkiet całkowicie zdezorientowane i bardziej przypominały ekipę, która na początku sezonu przegrywała mecz za meczem, popadając w straty, które do teraz trzeba odrabiać. Niech końcowy wynik was nie zmyli. Thunder nas zdominowali. Mike Conley zagrał być może swój najgorszy mecz tego sezonu, a Zach Randolph nie istniał w ofensywie, będąc otoczonym przez rosłe ramiona Stevena Adamsa, Serge'a Ibaki i (sic!) Hasheema Thabeeta. Gospodarze wygrali walkę na tablicach 39:33, a jednym z kluczy do ich zwycięstwa były zbiórki ofensywne. Grizzlies mają ostatnio niepokojąco spore problemy z zastawianiem po rzucie rywali. Już kolejna ekipa dała nam się we znaki w punktach drugiej szansy. 

Kevin Durant zdobył 37 punktów, ale było to jedno z najmniej efektywnych 37 punktów, jakie widziałem w ciągu ostatnich kilku lat. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że Grzmoty grały lepiej, gdy ich lider miał problemy ze skutecznością w pierwszej połowie (7 pkt, 2/9 z gry) i rzadziej decydował się na kończenie akcji w pojedynkę. W drugich 24 minutach podopieczni Scotta Brooksa zaliczyli tylko 7 (!) asyst, na 21 celnych rzutów. 

Gdy Grizz pod koniec trzeciej kwarty przegrywali 17 oczkami, marzenia o comebacku wzbudził Mike Miller. Weteran wstrzelił się z dystansu, trafił 4 trójki i w 12 minut zdobył cały swój dorobek punktowy z tego meczu, wynoszący 19 punktów. Bardzo dobrze spisywał się wówczas także James Johnson, który celną trójką na 2 minuty do końca pojedynku zniwelował stratę Niedźwiadków do zaledwie 3 oczek. Na więcej nie wystarczyło już jednak sił. 

Mike Conley - Tak jak pisałem, jeden z najgorszych  występów Mike'a w tym sezonie. Conley dał się zdominować Russellowi Westbrookowi, a game-high 9 asyst okupił 5 stratami i zaledwie jednym, celnym rzutem z gry.
Ocena: 2

Courtney Lee - Zupełnie niewidoczny. Przeszedł gdzieś obok spotkania i zdziwiłem się, gdy boxscore przy jego nazwisku postawił 33 minuty. Jeden z jego najsłabszych występów w barwach Grizz. Oby był to tylko wyjątek potwierdzający regułę.
Ocena: 2

Tayshaun Prince - Oddajmy królowi, to co królewskie. Tejszon w dniu swoich 34. urodzin zaprezentował się całkiem nieźle. Przynajmniej na tyle, żeby nie mówić o jego winie przy porażce. Bardzo dobrze ograniczał Kevina Duranta i trafił do tego nawet dwie trójki. Zdarzyło mu się to dopiero po raz pierwszy w tym sezonie. Statement. 
Ocena: 3+

Zach Randolph
- Próbował, ale niezbyt wychodziło. Doczołgał się do double-double na poziomie 13 oczek i 10 zbiórek, jednak nijak nie radził sobie z podkoszowymi w zaskakująco głębokiej wczoraj rotacji Scotta Brooksa. Kendrick Perkins nie grał. Miejmy nadzieję, że wróci na play-offy.
Ocena: 3

Marc Gasol - Także nie był sobą, ale na tle swoich kolegów wyglądał całkiem przyzwoicie. Na plus 17 punktów z 10 rzutów, ale cień znowu rzuca wycofana postawa na tablicach (3 zbiórki) i przegrywanie wszelkich box-outów z Serge'em Ibaką i Stevenem Adamsem. To wciąż nie jest ten Papa.
Ocena: 3+

James Johnson - Drugi Niedźwiadek w kolejce jeśli chodzi o wskaźnik +/- (+8). JJ zagrał na swoim solidnym poziomie. Gdy tylko chciał, z łatwością dostawał się pod kosz rywali. Szkoda, że do spółki z Mikiem Millerem nie dostał nikogo do pomocy.
Ocena: 4

Nick Calathes - Tragiczny, jak każdy kolejny odcinek "M jak Miłość" bez Hanki Mostowiak. Raz do roku to i kura pierdnie. Calathes swoje pierdnięcia ma już za sobą. W pierwszej połowie był fatalny. W drugiej niewiele lepszy. Z ekipami pokroju Cavs, czy Bucks jeszcze się nada, ale żeby z nim, jako drugim PG walczyć o PO? Może być ciężko. Pozostaje liczyć na Benosanity. 
Ocena: 1

Mike Miller - 19 punktów w czwartej kwarcie. Samotny muszkieter w pojedynkę próbował wyczarować to spotkanie dla Grizzlies. Niestety, zabrakło czasu i dwóch celnych trójek więcej. Ostatnie pięć występów 
może się jednak podobać. Mike wrócił do strzeleckiej formy i grając po 21 minut, zalicza średnio ponad 13 punktów na mecz. Przy 58% skuteczności z dystansu. Miejmy nadzieję, że nie wybuchł za wcześnie.
Ocena: 4+

Tony Allen - Szybciej myślał, niż robił. Stąd aż 4 faule w czwartej kwarcie i często niepotrzebne wysyłanie gospodarzy na linię rzutów wolnych.
Ocena: 2+

Kosta Koufos - Był na parkiecie, gdy działy się dobre rzeczy. Stąd ocena, o pół stopnia wyżej.
Ocena: 3+

Krzysztof Uzdowski