wtorek, 26 listopada 2013

Grizzlies vs. Rockets czyli Jezus Maria David

No Gasol, no problem - przynajmniej tak wydawało się do końca trzeciej kwarty. Do tego momentu graliśmy znakomicie w obronie, pozwoliliśmy Rockets na zaledwie 55 punktów i tylko dwie celne trójki na szesnaście oddanych. Oglądając pierwsze 36 minut byłem niemal pewny, że zaraz uciekniemy z wynikiem i wygramy pierwsze spotkanie bez Hiszpana. W głowie układałem sobie już nawet schemat relacji, której środkiem byłby niesamowity (głównie w 1Q) Kosta Koufos. Niestety wszystko popsuło się w ostatnich dwunastu minutach. David Joerger na siłę przyczepił się do lineupu Calathes-Bayless-Miller-Leuer(sic!)-Davis i trzymał go na parkiecie przez cztery minuty, w czasie których Rockets zaliczyli run 14-2...

Rockets ograli nas piątką Beverley-Parsons-Garcia-Casspi-Asik. Dwight Howard nie istniał (Koufosanity!), ale jego koledzy wyrobili 200% normy. Szkoda, bo z Brodaczem w garniturze Rakiety były jak najbardziej do ogrania. Zwycięstwo dałoby nam potężny zastrzyk energii na kolejne pojedynki bez Gasola, a tak znowu musimy się bać, że Joerger będzie chciał dobrze grać w defensywie rywali obwodem Calathes-Bayless-Miller. Brrr! Nigdy więcej.

Mike Conley - 10 asyst, 0 strat. Szkoda tylko, że pierwszy celny rzut z gry zaliczył w trzeciej kwarcie. Jeśli mamy jednak na te dwa tygodnie zapomnieć o Gasolu, Mike musi grać jako pierwszy kreator gry. Wczoraj wychodziło mu to bardzo dobrze.
Ocena: 4+

Tony Allen - Świetny w defensywie, zaliczył sześć przechwytów i próbował ratować to co zepsuła piątka wspaniałych inaczej na początku czwartej kwarty. Niestety Rockets złapali wiatr w żagle i nie opuścili ich już aż do końca.
Ocena: 4

Tayshaun Prince - Mecz życia w pierwsze 36 minut. Momentami wyglądał nie jak Tajszon z Memphis, a jak prawdziwy Tayshaun Prince, którego pamiętamy z Detroit Pistons. I to tych prawdziwych Pistons, a nie tej marnej podróby sprzed dwóch lat.
Ocena: 3+

Zach Randolph - Nie miał łatwo. Nikt nie miałby łatwo z największa beksą tej ligi. Gdy walczył przeciwko Terrence'owi Jonesowi, był nie do zatrzymania. Z Dwightem nieco za rzadko tańczył w kierunku kosza i wolał zostawać na półdystansie.
Ocena: 3 - Musi grać lepiej w obliczu nieobecności Gasola

Kosta Koufos - Kostanity! 5 zbiórek ofensywnych w pierwszej kwarcie i solidne 8/13 w całym meczu. Szkoda, że Joerger zapomniał o nim w ostatnich 12 minutach
Ocena: 4

Mike Miller - Trafił dwie trójki i wydawało się, że wystarczy. Nie wystarczyło. Dawid nie może trzymac go na parkiecie równocześnie z Baylessem - to harakiri naszej defensywy.
Ocena: 3

Jerryd Bayless - Co ja mam tu w ogóle pisać? Serio, kończą mi się pomysły...
Ocena: 1/7 z gry

Ed  Davis - Wyglądał całkiem fajnie z ZBo na parkiecie, a cierpiał gdy przychodziło grać mu obok Leuera. Trudno się temu dziwić. 15 minut to absolutne minimum, jakie może mu obecnie dawać Joerger.
Ocena: 3

Nick Calafior Calathes - Tragedia. W 4 minuty zdążył wszystko zepsuć. Krzyżyk na drogę jeśli mamy wybierac pomiędzy nim w takiej formie, a Jerrydem Baylessem. -14 na parkiecie i wszystko jasne.
Ocena: 0,5


sobota, 23 listopada 2013

Grizzlies vs. Spurs, czyli kogo obchodzi jakiś tam mecz...

Są takie chwile w życiu każdego kibica koszykówki (a już szczególnie w życiu kogoś, kto o niej pisze), w których najchętniej rzuciłbyś to wszystko w kąt, zamknął się w małym pokoju z telewizorem i zmienił swój ulubiony sport na golf lub jakiś inny curling. Taki moment przeżyliśmy właśnie wczoraj. Gdy wszystko wydawało się iść w dobrym kierunku i gdy Grizzlies Basketball znowu zaczęło nas w sobie powoli rozkochiwać, los postanowił spłatać nam figla.


Na pierwszy rzut oka nie wyglądało to groźnie. Lewe kolano Marca Gasola ledwo musnęło tyłek Jeffa Ayresa, który z łatwością umieścił później piłkę w koszu. W 99% przypadków o tej akcji szybko byśmy zapomnieli. Niestety. Koszykarscy bogowie postanowili, że będzie ona spędzać nam sen z powiek przez najbliższe kilka tygodni. 

M, C, L - trzy, na pierwszy rzut oka normalnie wyglądające literki. Połączone razem szerzą jednak popłoch w szatni Memphis Grizzlies. Dwa lata temu więzadło poboczne przyśrodkowe zerwał Zach Randolph, opuścił 10 tygodni gry. Rok temu naderwał je Quincy Pondexter, który pauzował przez 7 tygodni. Wczoraj klątwa dotknęła Marca Gasola, który opuści podobną ilość czasu. 

Na ok. dwa miesiące zostaniemy więc bez podstawowego centra i bez podstawowego katalizatora naszej gry ofensywnej. Marc od czterech spotkań zaliczał średnio 19 punktów, 9 zbiórek i 7 asyst na mecz. Zastanówcie się jak bardzo będzie nam go brakowało. W obwodzie pozostaje na szczęście Kosta Koufos, którego ściągnięcie w te wakacje momentalnie stało się jeszcze lepszym ruchem niż mogliśmy to sobie wyobrażać (szkoda, że przekonaliśmy się o tym w ten sposób). Koufos nie wejdzie oczywiście w buty Gasola, jednak powinien pozwolić mu na spokojną rehabilitację, podczas której my nie będziemy się martwić, że Grizzlies tracą szansę nie tylko na kolejny wielki sezon, ale także na sam awans do play-offów. Otworzą się także minuty dla Eda Davisa, który będzie miał okazję, aby pokazać nam, że powinniśmy przedłużyć z nim kontrakt w najbliższe wakacje. 

Optymistycznie (o ile w ogóle można tak mówić) przed najbliższymi dwoma miesiącami nastraja początek trzeciej kwarty wczorajszego meczu ze Spurs. W pewnym momencie zaliczyliśmy run 24-10 i graliśmy najlepszą defensywę, jaką widziałem od nas w tym sezonie. Koufos dobrze blokował dojście do obręczy i choć później parę razy gubił się w pojedynkach z Tiago Splitterem, jego występ można uznać za całkiem udany. Miejmy nadzieję, że przez najbliższe kilka tygodni będę mógł tak pisać jak najczęściej. 

czwartek, 21 listopada 2013

Grizzlies vs. Warriors czyli Kalifornia zdobyta.

Znowu możemy znęcać się nad sobą oglądając zwycięstwa Grizzlies, w których Niedźwiadki zdobywają cztery punkty w ostatnie pięć minut regulaminowego czasu gry. Nie wiem jak wam, ale mi tego typowego Grit&Grind bardzo brakowało. Może mam jakieś ukryte skłonności masochistyczne? Kto wie.
źr: ktvu.com
Znowu zaczęliśmy wolno. W pierwszej kwarcie pozwoliliśmy Warriors na 10 punktów z pomalowanego, co z resztą przez cały mecz było dość niespodziewanie naszą ogromną bolączką. Gdy ostatnio biliśmy się z Wojownikami w Fedex Forum, w polu trzech sekund podopieczni Marka Jacksona zdobyli w polu trzech sekund 18 oczek. Wczoraj skończyło się na 50 (!). Jakoś te punkty gospodarze musieli jednak zdobywać. Nie było Stephena Curry'ego, a Klay Thompson znowu przypomniał sobie jak bardzo nie lubi grać przeciwko Grizzlies. Niby zdobył 21 punktów, ale potrzebował na to aż 19 rzutów. Zaskakująco dobrze radził sobie z nim Jerryd Bayless - No Allen, no problem.

Na początku drugiej połowy szybko odrobiliśmy 10- punktową stratę, za sprawą runu 15-2, który napędzali Mike Conley i Zach Randolph. ZBo znowu był bestią i zaliczył czwarty z rzędu występ z 20/10. Ostatni raz taka seria zdarzyła mu się w sezonie 2010/11.

Last but not least - w 53 minuty zaliczyliśmy 7 (słownie: siedem) strat. Warriors nijak nie mogli narzucić nam gry up-tempo. Zdobyli zaledwie cztery punkty z kontrataku i często zmuszeni byli oddawać rzuty w ostatnich sekundach akcji. Ich 27% za trzy to bynajmniej nie "kiepska forma dnia"

Mike Conley (19 pkt., 4 as., 6 zb., 0 str., 8/19 z gry) - Wszedł do głowy Andre Iguodali i wywiercił w niej ogromną dziurę. Iggy jako rozgrywający zaliczył co prawda 14 asyst, ale dodał do tego cztery straty i fatalną skuteczność z gry. Mike znowu grał mądrze i trafił wielką trójkę w dogrywce.
Ocena: 4+

Quincy Pondexter (6 pkt., 2 as., 2/5 z gry., 1/2 za trzy) - Zastąpił Tony'ego Allena w pierwszej piątce, lecz niczym specjalnym się nie wyróżnił. Bez maski nie wyglądał już tak groźnie, ale w obronie nadal robił to co do niego należało. Wciąż brakuje mi jego trójek z narożników.
Ocena: 3

Tayshaun Prince (8 pkt., 3 zb., 2 prz., 4/8 z gry) - Mr. Clutch. Kto by pomyślał. Prince wygrał dla nas to spotkanie dwoma celnymi rzutami w dogrywce. Najpierw dostał świetne podanie od Marca Gasola, a potem sprzed nosa Harrisona Barnesa wypuścił piłkę na 0.1 sekundy do zakończenia akcji. Trafił.
Ocena: 3+

Zach Randolph (21 pkt., 12 zb., 9/22 z gry) - Król żyje i ma się dobrze. Z Davidem Lee wyprzytulali się na wieki. Uwielbiam patrzeć, gdy po tych jego dziwnych wyrzutach piłka odbija się dziesięć razy od obręczy i wreszcie wpada do kosza.
Ocena: 4+

Marc Gasol (18 pkt., 11 zb., 4 as., 4 blk.,  6/14 z gry) - Trzymał nas w grze w pierwszej kwarcie. Potem trochę się zagubił, jednak nie miał łatwego zadania, bijąc się co chwilę z Andrew Bogutem. Dwie kluczowe asysty w dogrywce. Szkoda tylko trzech strat.
Ocena: 4

Jerryd Bayless (6 pkt., 3 as., 1/5 z gry) - Naprawdę niezły występ. Przede wszystkim w obronie, gdzie robił co mógł, aby zatrzymać Klaya Thompsona. Zamiast głupich prób z 5-6 metra nie trafiał rzutów z dystansu. W jego przypadku to niemały postęp.
Ocena: 3+

Mike Miller (3 pkt., 4 zb., 2 as.) - Trafił jedną trójkę, która mogła stać się wczesnym daggerem, jednak Warriors zdołali wrócić do meczu. Joerger zostawia go na parkiecie w decydujących minutach spotkania i dobrze, bo rywale o wiele bardziej muszą respektować go na dystansie, niż ma to miejsce z Tonym Allenem i Tayshaunem Princem.
Ocena: 2+

Kosta Koufos (7 pkt., 8 zb., 2 prz., 3/10 z gry) - Miał problemy ze skutecznością, ale znowu świetnie uzupełniał się z kimś z duetu Gasol-Randolph. Joerger powinien coraz częściej dawać mu 20+ minut w meczu.
Ocena: 3+

Zostaliśmy trzecią ekipą w historii, po Nuggets w sezonie 1987/88 i Spurs 1994/95, która zdołała wygrać wszystkie mecze podczas wyjazdowej serii spotkań w Kalifornii. Dla Warriors była to także pierwsza porażka w tym sezonie w Oracle Arena.

wtorek, 19 listopada 2013

Grizzlies vs. Clippers, czyli to jak? wróciliśmy?

Czasu mało jak w każdy wtorek, ale o takim meczu nie wypada niczego nie napisać. Po cichu gdzieś liczyłem, że to spotkanie może właśnie tak wyglądać. Clippers przez ostatnie dwa lata zrobili wszystko co tylko mogli, aby ułatwić nam wygrywanie w Staples Center. Wiadomo, brak back-upu dla duetu Griffin-Jordan, defensywna dziura pod koszem i takie tam. Słyszeliście to już pewnie nie raz. Problem miał być tylko jeden - jak zatrzymać prawdopodobnie najszybszy (Splash Brothers mogą się kłócić) obwód w lidze? Paul, Redick, Crawford, Barnes, Collison - wszyscy ci zawodnicy są w stanie nagle zrobić run 10-0 dosłownie z niczego w kilkadziesiąt sekund. Problem polega na tym, że, aby zrobić taki run, trzeba szybko biegać. Niedźwiadki wybiły wczoraj Clippers bieganie z głowy.

Spowalnialiśmy grę, jak tylko się dało. Chwała Joergerowi za to, że z nieudanego eksperymentu z przyśpieszaniem i zostawianiem Marca Gasola na 5-6 metrze od kosza, szybko zrezygnował. W Memphis gramy co innego niż reszta ligi. Eksperci (bez przekąsu) mogą nam to wypominać: "Przecież wszyscy grają small-ball!", "Rzuty in-transition to często najlepsza opcja!". W przypadku 29 zespołów w tej lidze macie racje. My jesteśmy jednak pod tym względem wyjątkowi. Ze składem, który dysponujemy najlepiej wygląda gra, którą prezentujemy od trzech lat. Rzeczy, które dobrze działają nie powinno się poprawiać. Kropka.

Cesarz Zachariasz Randolphus znowu tańczył na nosie Blake'a Griffina. Przybył, zobaczył, zwyciężył. Trzy ostatnie mecze: 28/11, 22/10 i wczorajsze 26/15. Czy chcemy mieć w Memphis innego władcę? Ja zamykam usta i milczę.

Wreszcie obudził się też ten drugi. Hiszpański konkwistador. Początek miał słaby, ale w końcu zaczęło klikać. Wczoraj 23 punkty (wyrównane season-high), 9 zbiórek i 8 asyst. DeAndre Jordan znowu będzie miał koszmary, a nasz Marc w ostatnich trzech meczach zalicza średnio 8.3 ast. na mecz. Taki tam center.

Wynik 106:102 może wprowadzać nas w błąd. To nie było wyrównane spotkanie. Zabrakło zaciętej końcówki. Grizzlies wyglądali lepiej przez 48 minut. Pisałem o tym kiedyś - jesteśmy jedyną drużyną w lidze, która potrafi  zblow-outować swoich rywali różnicą mniej niż 10 oczek. Patrzysz na boxscore - myślisz - musiało być równo. Oglądasz spotkanie - Jakim cudem Grizzlies są tylko +8?

Ograniczyliśmy straty (9) przeciwko ekipie, która wymusza ich 16 na mecz. Najszybszemu (?) atakowi w lidze pozwoliliśmy na 9 (!) punktów z kontry. Świetnej ławce pozwoliliśmy na 34% z gry, a Chris Paul? Przedłużył swoją serię z double-doubles do jedenastu spotkań, ale był tylko 5/14 z gry i 1/3 (2 pkt.) w czwartej kwarcie. Podziękujcie naszemu Zorro:
źr: usatoday.com
Dziś przy zawodnikach nieco mniej tekstu. Wybaczcie, czas goni:

Mike Conley - Nie wyglądał w tym meczu, jak ktoś, kto dużo ustępuje Chrisowi Paulowi. Underrated.
Ocena: 4

Tony Allen - Najpierw na chwilę umarł:
Potem kopnął Paula w twarz i wyleciał z parkietu:
W przerwach grał bardzo solidnie.
Ocena: 2 (nie pochwalamy kopnięć, choć założę się, że Tony celował w piłkę)

Tayshaun Prince - Mogliśmy trafić gorzej z naszym wyjściowym SF - mógł nim być Jared Dudley.
Ocena: 3

Zach Randolph - Dzięki Zach.
Ocena: 5

Marc Gasol - Wrócił? 20/8.3/8.3 w ostatnich trzech meczach. Chyba tak.
Ocena: 5

Quincy Pondexter - Trafił trójkę, ale to nie najważniejsze. To co robił w 4q na Chrisie Paulu było fan-ta-sty-czne.
Ocena: 4

Jerryd Bayless - Nawet twoje fade-awaye nie popsują mi dzisiaj humoru.
Ocena: 3

Kosta Koufos - 20 punktów, 18 zbiórek i 8 bloków Per36. Napiszę jeszcze raz - Dzięki Denver.
Ocena: 4+

Mike Miller - Dwie trójki i wystarczy.
Ocena: 3+

Jak widzicie po meczu z Clippers opanował mnie spory hurraoptymizm. Pewnie Grizzlies jeszcze nie raz rozczarują mnie swoją grą w tym sezonie, jednak takiego kopa jak ten w meczu w Staples Center wszyscy potrzebowaliśmy.

poniedziałek, 18 listopada 2013

Grizzlies vs. Kings, czyli im wolniej, tym lepiej.

Wyjazdy do Sacramento nigdy nie były naszą najmocniejszą siłą. Nie dość, że do wczoraj w stolicy Kalifornii mieliśmy bilans zaledwie 6 zwycięstw do 28 porażek, to jeszcze pewnie pamiętacie, jak kończyły się niektóre mecze w Sleep Train Arena (Tyreke Evans, rzut z połowy, takie tam - szkoda psuć sobie poniedziałku). Przez pierwszą połowę wczorajszego meczu wydawało się jednak, że nic nie może pójść źle - graliśmy rozsądnie (choć straty nadal były problemem), skutecznie i przede wszystkim dobrze w obronie, dzięki czemu zatrzymaliśmy panów w koronie na 34 punktach przez pierwsze 24 minuty. Marc Gasol i Zach Randolph schowali DeMarcusa Cousinsa (9 pkt., 5 zb., 4/11 z gry) do szafy, z której nie pozwolili mu wyjść już do końca spotkania. Lider Kings zaliczył swój najgorszy występ w tym roku, a Mike Malone w drugiej połowie spotkania wolał na parkiecie widzieć (sic!) Hamady'ego Ndiaye.

Mimo że Grizzlies wygrywali już w pewnym momencie 20 punktami, a na twarzy Joergera po raz pierwszy w tym sezonie znikały krople potu, Królowie zdołali niebezpiecznie zbliżyć się do nas na przełomie trzeciej i czwartej kwarty. W górze mieli nawet trójkę Johna Salmonsa, która doprowadziłaby do remisu 82:82 na 7 minut przed końcem spotkania. Znakomitą robotę dla gospodarzy robił wówczas Travis Outlaw. O ile nasz super duet podkoszowych świetnie ograniczał Cousina i Thompsona, o tyle z latającym na dystansie byłym kolegą Randolpha z Blazers, mieliśmy ogromne kłopoty. Zach często zostawiał mu 1-2 metry wolnego za linią 7.24, co wczoraj wystarczyło Outlawowi do trafiania wszystkiego co popadnie. 18 punktów w 17 minut, 6/9 z gry i dwie trójki (na szczęście) nie wystarczyły na nic więcej niż tylko kolejne zamoczenie czoła naszego klęczącego trenera.

W decydujących momentach spotkania obecność Outlawa na parkiecie była naszą siłą. Zach Randolph to co oddał w obronie, nadrobił z nawiązką w ataku, przepychając skrzydłowego Kings gdzie chciał i jak chciał. ZBo znowu był naszą pierwszą opcją w czwartej kwarcie, w której zdobył 9 punktów i rozstrzygnął spotkanie na naszą korzyść. Grizzlies po raz pierwszy wygrali dwa spotkania z rzędu i nie mają już ujemnego bilansu. Aby przedłużyć ten stan rzeczy może być jednak bardzo ciężko. Pojedynek z FlopCity już dzisiaj o godzinie 4:30.
źr: sportspyder.com
Mike Conley - (38 min., 19 pkt., 9 as., 8/12 z gry., 3/5 za trzy., 2 str.) - Wreszcie pocelował z dystansu. 3/5 to jego najlepszy wynik w tym sezonie. Dobrze kontrolował tempo gry i ograniczył Isiah Thomasa do zaledwie 5/17 z gry. Takiego Mike'a potrzebujemy w pojedynku przeciw CP3 jak najwięcej.
Ocena: 4+

Tony Allen - (29 min., 12 pkt., 5 zb., 4 as., 2 prz., 5/10 z gry) - Standardowy Tony. Pobiegał, porzucał, kilka razy spóźnił się w obronie i nie potrafił pogodzić się ze swoją pomyłką. Najważniejsze, że nie zawiódł. W lay-upach też całkiem przyzwoicie.
Ocena: 3+

Tayshaun Prince - (6 pkt., 9 zb., 4 as., 3/8 z gry) - Rzuca te swoje próby z półdystansu (wygląda przy tym nieco pokracznie) i trafia ich średnio pewnie 40%. Za wczoraj nie można mieć do niego jednak żadnych pretencji, bo a) świetnie walczył na tablicach, b) próbował napędzać nasz ball-movement i c) zablokował w kontrze Johna Salmonsa. Nijak nie wyglądało to jednak jak pamitny blok na Reggie'em Millerze.
Ocena: 3+

Zach Randolph - (22 pkt., 10 zb., 2 as., 9/12 z gry) - Krótka notka z mojego twittera: "ZBo w zwycięstwach Grizzlies zalicza średnio 20.8 punktów na mecz. W porażkach - 9.4.". I wszystko jasne.
Ocena: 4+

Marc Gasol - (19 pkt., 8 zb., 9 as., 3 str., 8/14 z gry) - Dziewięć asyst. Osiem zbiórek. Witamy z powrotem Panie Marc? Wszystko na to wskazuje. Hiszpan wreszcie (wreeeeeeeeeszcie) chce dostawać piłkę tyłem do kosza i przepycha się, zdobywając punkty spod samego kosza, a nie tylko odpoczywa na 5-6 metrze. Zaliczył swój drugi w tym sezonie mecz z ilością asyst większą niż zbiórek.

Ocena: 4+

Mike Miller - (0 pkt., 0/0 z gry., 3 zb., 1 as., 3 str.) - Tym razem kompletnie bezproduktywny. Przez 20 minut na parkiecie pokazał tylko swoją bujną czuprynę i to by było na tyle. Jorger w pewnym momencie polecił mu krycie gorącego Travisa Outlaw. Śmieszny jesteś Dave.
Ocena: 1

Kosta Koufos - (13 min., 6 pkt., 6 zb., 2 blk.) Jaram się tym gościem jak czarownica na stosie, jak Rzym za Nerona, jak Tommy Lee Jones w Ściganym. Per36 zaliczył w tym spotkaniu 16 punktów, 16 zbiórek i 5 bloków. Dzięki Denver.
Ocena:

Jerryd Bayless - (8 pkt., 2 zb., 3/9 z gry) - Po trzech celnych (i jakże by inaczej - głupich) próbach z półdystansu komentator powiedział, że JB wygląda tak, jakby miał przed sobą gorącą noc. Uśmiechnąłem się szyderczo. Znowu miałem rację niestety - poza pierwszą kwartą Jerryd był 0/6 z gry.
Ocena: 2+

Quincy Pondexter - (15 min., 5 pkt., 5 zb., 2/3 z gry., 0/3 za trzy) -  Zorro wszedł na 15 minut i znowu nie trafił trójki. Tyle.
Ocena: 2+

sobota, 16 listopada 2013

Grizzlies vs. Lakers, czyli Zach Attack!

Po dwóch porażkach z Pacers i Raptors przyszła kolej na zwycięstwo. Do dobrego stylu  sporo nam jeszcze brakowało, jednak Lakers są jedną z pierwszych ekip, które przekonały się, że Niedźwiadki nadal potrafią skutecznie grać w defensywie. Po raz pierwszy w tym sezonie udało nam się także ograniczyć liczbę strat do mniej niż 10. Miejmy nadzieję, że to mały zwiastun naszego zmartwychwstania.

źr: latimes.com
Mike Conley - (34 min., 11 pkt., 7 as., 2 zb., 1 prz., 2 str., 4/15 z gry., 1/5 3P) - Znowu słaby występ, który mógłby konkurować z tym przeciwko Pacers o miano najgorszego meczu Conleya w tym sezonie. Trójki cały czas nie wpadają i Mike jest już w tym roku 10/38 (26%) z dystansu Wczoraj o mały włos nie pozwolił Steve'owi Blake'owi na zaliczenie triple-double i bardzo przeciętnie (zupełnie nie w swoim stylu) spisywał się w defensywie.
Ocena: 2

Tony Allen - (12 pkt., 6 zb., 2 as., 1 prz., 6/6 z gry) - Jeden z niewielu występów Allena, o którym więcej dobrego można powiedzieć o jego grze w ataku niż w obronie (!). Tony często spóźniał się na dystansie, czego efektem była wysoka skuteczność Jeziorowców zza łuku (41%). W ofensywie był jednak bezbłędny i świetnie ścinał pod kosz, wykorzystując jednocześnie podania od Marca Gasola. Crunch-time spędził na ławce, a na parkiecie zastąpił go Mike Miller. Plus dla Joergera, choć szczerze mówiąc wolałbym, aby Miller częściej zastępował Tayshauna Prince'a.
Ocena: 3+

Tayshaun Prince - (27 min., 6 pkt., 6 zb., 1 as., 2 prz., 3/9 z gry., 0/3 3P) - Typowy tegoroczny występ Tayshauna Prince'a. Szkoda tych trzech niecelnych trójek, ale już dawno pogodziliśmy się z faktem, że Tay opcją na dystansie w Memphis nie będzie.
Ocena: 3

Zach Randolph - (28 pkt., 11 zb., 2 as., 11/18 z gry.) - Idealna czwarta kwarta, w której ZBo zdobył połowę swoich punktów i wyglądał tak samo, jak trzy lata temu, gdy w pojedynkę eliminował San Antonio Spurs z pierwszej rundy play-offów. Ofensywa Grizzlies w ostatnich 12 minutach polegała na dostarczaniu mu piłki pod kosz i uciekaniu na drugi koniec parkietu, aby Zach robił swoje. Jordan Hill próbował zatrzymać go w każdy możliwy sposób, ale wczoraj było to po prostu niemożliwe. Randolph jednoznacznie pokazał co sądzi o plotkach, które głoszą o jego wymianie w zamian za Pau Gasola i po raz kolejny dowiódł, że jest póki co jednym z niewielu zawodników Grizzlies, którym zależy na dobrej grze w tym sezonie.
Ocena: 5

Marc Gasol - (41 min., 18 pkt., 8 zb., 8 as., 3 blk., 6/15 z gry., 3 prz.) - Marc zmotywowany występem przeciwko swojemu starszemu bratu w końcu pokazał się z naprawdę przyzwoitej strony. Wreszcie dobrze spisywał się w defensywie, notując 3 bloki i pozwalając Pau na zaledwie 33% skuteczność z gry. Poflirtował także z triple-double zaliczając season-high 8 asyst, z których korzystali ścinający pod kosz Tony Allen i Quincy Pondexter. Szkoda tylko zaledwie sześciu trafionych rzutów z gry na piętnaście oddanych. Gdyby nie to, Marc stworzyłby wczoraj z Randolphem duet, na który wszyscy czekamy.
Ocena: 4

Mike Miller - (25 min., 4 pkt., 6 zb., 2 as., 2/8 z gry., 0/4 3P) - Strzelca rozlicza się z tego co trafił, a Mike niestety zza łuku, nie trafił wczoraj ani razu. Szkoda, bo koledzy wypracowali mu kilka niezłych pozycji które nie znajdowały jednak drogi do kosza. Miller w Memphis z przyzwoitej strony pokazuje się jednak w defensywie. Spodziewaliśmy się, że może być dziurą w naszej obronie, a póki co spisuje się w niej całkiem nieźle.
Ocena: 3

Quincy Pondexter - (20 min., 6 pkt., 6 zb., 1 as., 3/6 z gry) - Wrócił po złamaniu nosa i najlepszy highlightem jego gry były kolejne zbliżenia realizatora na jego czarną maskę:
źr: yahoo.com
Nasz Zorro dobrze ścinał pod kosz, wykorzystując podwojenia Lakers na Marcu Gasolu, jednak znowu w ogóle nie pomógł nam na dystansie. Ostatnie play-offy nastawiły mnie do niego zdecydowanie zbyt optymistycznie.
Ocena: 3

Kosta Koufos - (18 min., 4 pkt., 5 zb., 2 as., 2/6 z gry.) - Przyzwoite minuty z ławki i dobra praca na atakowanej tablicy. Bez fajerwerków, ale znowu solidnie.
Ocena: 3


wtorek, 12 listopada 2013

Grizzlies vs. Pacers, czyli wracamy do rzeczywistości

Po dobrym meczu i ważnym zwycięstwie u siebie z Golden State Warriors, na Niedźwiadki spadł kolejny już w tym sezonie zimny prysznic. Przegrać z tak dysponowaną Indianą Pacers to żaden wstyd, Brak podjęcia jakiejkolwiek walki może już jednak martwić. Pacers grają tak jak my byśmy chcieli. Niestety, do ich stylu brakuje nam jeszcze bardzo dużo, co dobitnie pokazała porażka 95:79.

źr: smh.com.au
Mike Conley - (29 min., 11 pkt., 2 as., 1 prz., 4/11 z gry) - Po świetnym występie i 9/11 z gry przeciwko Stephenowi Curry'emu, przyszedł czas na nijaki mecz w Indianie. Conley nie istniał w ataku trafiając 4 próby na 11 oddanych, a do tego kompletnie nie sprawdził się jako kreator gry, będąc ciągle skutecznie krytym przez George'a Hilla.
Ocena: 2+

Tony Allen - (24 min., 8 pkt., 3 zb., 3 as., 3/4 z gry) - Wątpię, aby Lance Stephenson kiedykolwiek myślał, że swoje pierwsze triple-double w karierze zanotuje przeciwko Tony'emu Allenowi. Tym bardziej triple-double, w którym 12 asyst obuduje zaledwie jedną stratą. Tony nijak nie radził sobie ze swoją wersją 2.0, którą wyhodowali w Indianie i przeszedł gdzieś obojętnie obok meczu. Zaliczył do tego najgorszy wskaźnik +/- w ekipie (-15)
Ocena: 2

Tayshaun Prince - (26 min., 6 pkt., 1 as., 2/5 z gry) - W ciągu spotkania napisał nikomu niepotrzebny poradnik pt. "Jak przez 26 minut na parkiecie być kompletnie niewidocznym". Oglądając mecz, gdy kamera zjeżdżała na jego rozkojarzoną twarz myślałem sobie "O Boże Tajszon ty grasz?!". Prince w ogóle się nie starał, o czym świadczy łącznie 10 (słownie dziesięć) samotnych zer przy jego nazwisku w boxscorze na NBA.com. Tym razem statystyki nie kłamią.
Ocena: 1

Zach Randolph - (27 min., 12 pkt., 6 zb., 1 as., 6/12 z gry) - Chyba jedyny zawodnik Grizzlies, któremu zależało na pokazaniu czegokolwiek pozytywnego w tym spotkaniu. ZBo jakimś cudem (pomogła gra w 4Q) zdołał nawet być na plusie, znajdując się na parkiecie. W ataku miał utrudnione zadanie, gdyż Frank Vogel zmyślnie posyłał na niego często Roya Hibberta, który absolutnie musi być waszym pierwszym kandydatem na miano najlepszego defensora tego sezonu. Przed nami teraz mecz z Raptors, więc miejmy nadzieję, że Zach odpije sobie trudy pojedynku z Big Royem.
Ocena: 3+

Marc Gasol - (30 min., 15 pkt., 6 zb., 3 as., 2 prz., 1 blk., 5/13 z gry) - W cyferkach lepszy niż w rzeczywistości. Marc obok Quincy Pondextera jest dla mnie jak na razie największym rozczarowaniem tego sezonu. Zakochał się w staniu na 4-5 metrze i ani myśli o walce bliżej obręczy. W pewnych momentach spotkania grał tyłem do kosza przeciwko Luisowi-freakin-Scoli i zupełnie nie potrafił tego wykorzystać... To chyba najlepsze podsumowanie jego występu.
Ocena: 2+

Nick Calathes - (25 min., 4 pkt., 6 as., 2 zb., 1 prz., 1 str., 2/5 z gry) - Taki mały promyczek radości. Calathes wyglądał tak jak w najlepszych meczach preseason, gdy wychodził na 20 minut i świetnie dysponował piłką po pick&rollach. Sześć asyst i tylko jedna strata robią pozytywne wrażenie. Miejmy nadzieję, że Joerger da mu więcej minut na pozycji back-upu dla Mike Conleya, a Baylessa przesunie na jego optymalną (brrr!) pozycję - rzucającego (BRRRR!) obrońcy.
Ocena: 3+

Mike Miller - (22 min., 8 pkt., 3 zb., 2 as., 2/3 3P., 3/6 z gry) - Nie tak dobry jak w meczu z Warriors, ale na pewno bardziej przydatny ekipie niż Tayshaun Prince. Trafił dwie trójki i absolutnie musi dostać w końcu szansę na wyjście w s5.
Ocena: 3

Kosta Koufos - (22 min., 8 pkt., 3/6 z gry., 0 zb.) - Chyba jeden z gorszych meczów Koufosa w barwach Grizzlies. Gdy był na parkiecie jednocześnie z Marciem Gasolem, musiał grać na przeciwko Roya Hibberta, stąd ta fatalna dyspozycja na tablicach.
Ocena: 2

Ed Davis - (17 min., 5 pkt., 7 zb., 2 blk., 2/8 z gry) - przyzwoite minuty w garbage-time. Najwięcej zbiórek spośród wszystkich Niedźwiadków i znowu mechaniczność w ofensywie. Jakby ktoś się pytał - Nie jest jeszcze gotowy na zastąpienie ZBo. Ciekawe czy kiedykolwiek będzie...

Quincy Pondexter (0/4 z gry) po siedmiu minutach zszedł z parkietu ze złamanym nosem i już na niego nie wróci. Prawdopodobnie opuści też kilka najbliższych spotkań.