Wrócili. Wreszcie. Po ponad stu dniach bez koszykówki w wydaniu Grizzlies, nawet zwykły Media Day smakuje jak butelka niebieskiego Jacka Danielsa. Stare i nowe twarze jak co roku zebrały się w FedEx Forum, aby zapewnić nas, że w tym sezonie jesteśmy naprawdę, ale to NAPRAWDĘ silni i walczymy o najwyższe cele. Niby zwykłe gadanie, ale jednak działa jak cholera. Hype'u jest we mnie co nie miara, a żeby jego cząstką zarazić także Was, poniżej zebrałem najlepsze cytaty i zdjęcia ze wczorajszych wydarzeń. Enjoy!
Najwięcej emocji podczas Media Day wzbudził (nic dziwnego) Vince Carter. W tym momencie obiecał fanom, że przynajmniej raz wykona dunk, którym w 2000 roku rozpoczął Konkurs Wsadów. Trzymamy za słowo, Vince!
Oprócz Cartera wiele hałasu robił też Michael Beasley. Na pytanie o to jak postrzega samego siebie, przyznał że...
"Czuję się jak Hulk. Wielki, zielony i głodny" - Michael Beasley
— Łukasz Pawlak (@badylos14) wrzesień 29, 2014
Poprzeczkę wysoko stawia sobie także Quincy Pondexter, który chce zapomnieć o zeszłym sezonie, zniszczonym przez kontuzję kolana. Q-Pon liczy na silną pozycję w rotacji, a że zaczyna od nowa, postanowił także zmienić numer na koszulce. Wybrał ósenkę, bo właśnie w wieku 8 lat zakochał się w koszykówce.
Wszyscy byli też pozytywnie zaskoczeni formą i postawą naszych debiutantów. Jordan Adams i Jarnell Stokes jąkali się podczas wywiadów z Pete'em Pranicą (dziennikarz FOX Sports), jednak już wkrótce w obroty weźmie ich Zach Randolph. W takim razie nie mamy chyba żadnych powodów do zmartwień.
ZBO "I'm going to take Jarnell and Jordan under my wing. They're great young guys"
— Chip Williams (@chipwilliamsjr) wrzesień 29, 2014
Jeśli z kolei interesuje was co tam słychać u Tejszona, nasz ulubieniec złożył wszystkim obietnicę, że w tym sezonie postara się być bardziej kreatywny i zacznie grać bliżej obręczy. Czy te oczy mogą kłamać?
Gdy do dziennikarzy wyszedł Marc Gasol, głównym tematem stał się jego kontrakt, który kończy się w przyszłym roku. Hiszpana całe zamieszanie wokół jego umowy na razie wydaje się jednak nie interesować.
Marc "To be honest, I don't even know when the extension deadline is"
— Chip Williams (@chipwilliamsjr) wrzesień 29, 2014
Jednym słowem wszyscy bawili się znakomicie. Nie wiem jak wy, ale ja 29. października nie mogę się już doczekać ;)
Krzysiek
PS. Wszystkie wywiady z tegorocznego Media Day w Memphis możecie obejrzeć TUTAJ
Tak jak zapowiadaliśmy wczoraj, mamy dla was pierwszą część naszych przedsezonowych 3on3! Jako pierwszy na pytania odpowiada z nami Maciej Kwiatkowski, znany dobrze z Szóstego Gracza i WP.pl.
1. Jak oceniasz dotychczasowe ruchy Grizzlies podczas tegorocznego ofseason?
Maciej Kwiatkowski (szostygracz.pl): Oczywiście zmiany na górze i zamieszanie związane z relacjami na linii Pera-Levien pozostawiły wrażenie, że ten wulkan jeszcze nie wygasł. Co stanie się z resztą ludzi związanych z Levienem (np Hollinger), jak wyglądały będą decyzje teraz, gdy Chris Wallace powrócił zza kurtyny na front sceny? Z decyzji koszykarskich stealem wydaje się wykradzenie Vince'a Cartera z Dallas, a Jordan Adams jest w Top10 moich ulubionych rookies z tego draftu. Podoba mi się, że Jon Leuer ma szansę grać, bo Grizzlies, podobnie jak Bulls, aż proszą się o element stretch-four w rotacji. Nie oczekiwałem wielkich zmian w Memphis, może poza sprowadzeniem typowej trójki, ale MLE to za mało nawet na Trevora Arizę. Zamieszanie w organizacji zbiegło się z ponownym podpisaniem kontraktu z Zachiem Randolphem, nie mniej 10 mln dol. rocznie do 2017 roku przy rosnącym salary-cap wygląda na okej decyzję.
Łukasz Pawlak (Polish Grindhouse): Jak co roku tych ruchów transferowych było niewiele. Tym razem był to jeden gracz, ale za to jaki! Vince Carter to zdecydowanie to, czego potrzebowaliśmy na pozycjach 2/3. Mimo 37 lat na karku facet wciąż potrafi grać w koszykówkę. VC charakteryzuje się przede wszystkim wysokim boiskowym IQ oraz niezłym przeglądem pola. Potrafi sam wykreować sobie pozycję do rzutu i w moim przekonaniu jest bardzo niedocenianym obrońcą. Były gracz Dallas Mavericks to zdecydowana nadwyżka nad podążającym za pierścieniami (i Lebronem) Mike'em Millerem. Co do naszych debiutantów to myślę, że będą oni stopniowo wprowadzani do zespołu. Pole do popisu będzie miał tu przede wszystkim Jarnell Stokes, który po odejściu Eda Davisa powinien otrzymywać sporo minut.
Krzysiek Uzdowski (Polish Grindhouse): Gdybym miał wystawiać ocenę, byłaby to mocna czwórka. Niepotrzebne przetasowania na górze na całe szczęście nie kosztowały nas złych decyzji na dole. Podpisanie Vince'a Cartera za stosunkowo małe pieniądze, to świetne posunięcie zarówno pod względem sentymentalnym, jak i koszykarskim. Poza rzutami z dystansu i ponadprzeciętną defensywą VC powinien dobrze spisać się jako ball-handler, który pozwoli odetchnąć Mike'owi Conleyowi i umożliwi mu więcej okazji na grę bez piłki. Sporo oczekuję także od naszych wyborów w Drafcie. Jordan Adams i Jarnell Stokes świetnie zaprezentowali się w Lidze Letniej w Orlando i powinni dostać od Davida Joergera szansę na pokazanie się w sezonie regularnym.
2. Jakich zawodników David Joerger powinien wystawiać w pierwszej piątce na pozycjach 2 i 3?
Maciej Kwiatkowski: Nie wydaje mi się abym miał odpowiedź. Carter wydaje się być najlepszy z czwórki/piątki, nawet szóstki kandydatów, licząc Adamsa i powrót Q-Pona, ale w ostatnich sezonach znakomicie wypadał w Dallas grając przeciwko rezerwowym innych teamów. Tony Allen jest doskonały tylko na konkretne matchupy . Chyba postawiłbym na duet Lee/Prince, ten ostatni z braku wyboru i aby nie grać duo Allen/Prince.
Łukasz Pawlak: Moim zdaniem Joerger powinien postawić na coś co sprawdzało się w zeszłym sezonie, czyli para Lee/Prince. Pomimo całej mojej niechęci do Tejszona, uważam, że to wciąż solidny defensor, który będzie miał zadanie zatrzymywać najgroźniejszych skrzydłowych ligi. Jeżeli on będzie zawodził, świetną alternatywą jest tutaj Tony Allen, dający niesamowitą ilość energii z ławki. Courtney Lee natomiast, jest bardzo pożytecznym zawodnikiem typu 3&D, który daje pewien komfort na atakowanej połowie. Granie od pierwszej minuty parą Allen/Prince byłoby samobójstwem dla naszej ofensywy.
Krzysiek Uzdowski: Pewne jest tylko jedno: Tony Allen i Tayshaun Prince nie mogą znajdować się razem na parkiecie. Zakładam, że sezon rozpoczniemy dobrze znaną rotacją Lee/Prince, jednak mam cichą nadzieję, że z biegiem czasu, więcej minut na pozycji niskiego skrzydłowego będzie dostawał nasz stary, dobry Grindfather. Szczególnie przeciwko tym rywalom, którzy nie mają jeszcze dobrze rozwiniętej gry tyłem do kosza (patrz: Kevin Durant).
3. Kogo/czego najbardziej brakuje ci w składzie Niedźwiadków przed zbliżającym się sezonie?
Maciej Kwiatkowski: Niczego. Ten team zna się na pamięć. Oparty o obronę i trio Conley/Randolph/Gasol może wygrać w playoffach z każdym. Zachód jest jednak tak silny, że na przestrzeni sezonu może równie dobrze znaleźć się poza ósemką. Musiałby zostać przebudowany u góry, aby znowu można było mówić o brakach.
Łukasz Pawlak: Zdecydowanie brakuje mi w składzie Niedźwiadków typowego shootera, gracza któremu w ważnym momencie spotkania nie zadrży ręka. Dwa lata te mu był Wayne Ellington, w zeszłym sezonie mieliśmy Mike'a Millera. Kto w tym roku będzie mordował przeciwników zza łuku? Quincy Pondexter, Vince Carter, a może Jordan Adams? Miejmy nadzieję, że poznamy odpowiedź na to pytanie już w niedalekiej przyszłości.
Krzysiek Uzdowski: Wydaje mi się, że wciąż brakuje nam rezerwowego rozgrywającego z prawdziwego zdarzenia. Zamiast typowej 2. opcji mamy dwie opcje numer 3 albo 4. Calathes i Udrih miewali w zeszłym sezonie przebłyski, ale żaden z nich nie załatałby dziury przy ewentualnej (odpukać) kontuzji Conleya…
Po meczu numer 7 w Oklahomie straciliśmy serce do pisania. Każde zbliżenie się do laptopa było jak łokieć prosto w żebra od Stevena Adamsa. W cztery miesiące zregenerowaliśmy jednak swoje siły i wracamy po raz drugi. Mamy szczerą nadzieję, że tym razem już na stałe.
Przez najbliższy miesiąc zrobimy wszystko, aby wasz hype na nadchodzący sezon był jeszcze większy. Być może słowa "hype" i "Grizzlies" nie łączą się w naszym kraju zbyt często, ale hej!, dajcie nam szansę, a spróbujemy to zmienić. W przyszłym tygodniu wystartujemy z możliwie jak najbardziej obszernym Skarbem Kibica, w którym dowiecie się, czego należy naszym zdaniem od Niedźwiadków w nadchodzącym sezonie oczekiwać: co będzie naszą siłą, a co spowoduje, że nie będziemy mogli spać po nocach. Pytań jest dużo: "Jak daleko (i czy w ogóle) za górką jest już Zach Randolph?", "O co tak naprawdę chodziło w zamieszaniu z Davidem Joergerem?", "Jak w naszej ekipie sprawdzi się Vince-14 lat temu przeleciałem nad Frederickiem Weissem-Carter?" i wreszcie "Czy my w ogóle jesteśmy drużyną na mistrzostwo?". Odpowiedzi na nie wszystkie poznacie przez najbliższe 30 dni.
Szybciej, bo już jutro wystartujemy z serią 3on3, którą planujemy kontynuować przez cały sezon. Oprócz naszej dwójki na pytania odpowiadać będą osoby/eksperci znane z polskiej blogosfery o NBA.
Tak więc, żeby nie przedłużać, do przeczytania i (kto wie?) usłyszenia!
redakcja Polish Grindhouse
PS. Na Twitterze i innych pamiętajcie o hashtagu #GrizzliesPL
To koniec. Nie będzie II rundy, nie będzie upsetu. Było naprawdę blisko, jednak czegoś zabrakło. Mimo wszystko możemy być dumni z postawy Niedźwiadków, którzy jeszcze przed rozpoczęciem serii byli skazywani na pożarcie. Nikt nie wierzył, w to że Grizzlies są w stanie urwać więcej niż 1/2 mecze. Tymczasem oni pokazali jak potężną bronią jest wola walki oraz zespół. Zdziesiątkowani, osłabieni, wyczerpani, jednak mimo tak dużej różnicy talentu nie poddawali się i potrafili zaskoczyć całą ligę.
Ten match-up był czymś więcej niż tylko I rundą Playoffs. Tak naprawdę walczyliśmy nie tylko z potężnym, dwugłowym smokiem, ale też z niedowiarkami, wszelkiej maści "ekspertami", a także z całym koszykarskim światkiem.
Ostatecznie ponieśliśmy klęskę, Kevin Durant znów był "reliable", a Russell Westbrook sprawił, że Scoot Brooks może spać spokojnie.
Jeśli chodzi o samo Game 7, to powiem szczerze, że byłem mocno zaskoczony, gdy ujrzałem wyjściową piątkę Miśków. Widać Dave Joerger postawił wszystko na jedną kartę, zdecydował się na wymianę ciosów z OKC, co przy takiej dozie talentu musiało skończyć się tak, jak się skończyło.
W samej pierwszej kwarcie rzuciliśmy aż 36 punktów, jednak już wtedy wiedziałem, że długo tak nie pociągniemy. Thunder musieli w końcu odpalić swoje działa, a pech chciał, że akurat mieli tej nocy przysłowiowy "dzień konia". Gospodarze rzucali na imponującej 60% skuteczności z gry i trzeba przyznać Grizzlies bronili fatalnie. Cóż to przecież wciąż tylko ludzie, których też dopada zmęczenie. Być może błąd popełnił trener gości, nie wystawiając na parkiet Davisa, czy Johnsona. Nie chce się tu zagłębiać i gdybać, bo przecież nie o to teraz chodzi. I tak Wielkie Propsy dla Dave'a za to co osiągnął z tym teamem. Przecież jeszcze w Grudniu dawano mu nie więcej niż 0,2% szans (pozdro John Hollinger) na to, że wprowadzi tych walczaków do PO.
Cóż, przegraliśmy. Szkoda. Taki jest sport. Zapytacie czego zabrakło?
- Po pierwsze szczęścia. Tak naprawdę przy odrobinie zwykłego farta (szczególnie w meczu nr 4 w Memphis, gdzie zwycięstwo praktycznie było w kieszeni) moglibyśmy zakończyć tą serię w 5 spotkaniach;
- Po drugie wciąż brakuje nam typowego go-to-guya. Gościa, który zdobyłby punkty w trudnym momencie, kiedy przeciwnik zbliża się bądź odskakuję. Patrząc realnie i biorąc pod uwagę politykę oszczędnościową właściciela Grizzlies, jeszcze przez długi czas możemy się nie doczekać takiego gracza;
- Po trzecie i ostatnie, wspomniany Ed Davis nie był należycie wykorzystywany. Wszyscy widzieli, że Niedźwiadki w każdym spotkaniu przegrywały deskę. Przeciwko silnym, dobrze zastawiającym podkoszowym Thunder o zbiórkę na atakowanej tablicy powalczyć mógł przede wszystkim ktoś skaczący (nie Zach, nie o tobie mowa), zwłaszcza, że Davis niejednokrotnie pokazywał się z dobrej strony na tle frontcourtu OKC.
Tyle o samej serii. Teraz czas na to, co czeka nas w najbliższej przyszłości. Mianowicie o tym, co powinni zrobić włodarze Memphis Grizzlies podczas najbliższego okresu letniego. Najważniejszą sprawą jest oczywiście zatrzymanie trzonu drużyny tj. Conley-Randolph-Gasol. Sam Z-Bo oświadczył, że pragnie dokończyć swoją karierę w stanie Tennessee.
Drugim priorytetem dla GM'a Miśków będzie wywalenie/zwolnienie/wytrejdowanie/amnestiowanie (whatever) Tayshauna Prince'a. Facet, który przez cały sezon był najsłabszym ogniwem organizacji, w samych rozgrywkach zaliczył może ze dwa, trzy mecze, które przypominały Tejszona z jego najlepszych lat gry w Detroit Pistons. W wielu spotkaniach większość zastanawiała się jak taki człowiek może w ogóle grać w NBA i zarabiać ponad 7 milionów dolarów za sezon?!
Całkiem miło byłoby także zatroszczyć się w końcu o porządny backup dla Mike'a Conleya. Powiedzmy sobie szczerze, Nick Calathes czy Beno Udrih to nie jest to czego potrzeba na ławce rezerwowych. Rozumiem, że ten pierwszy jest dopiero pierwszy rok w Dużej Lidze, jednak zapewne wszyscy liczyliśmy na nieco więcej. Marzy mi się tutaj powrót do miasta Greivis'a Vásqueza, który obecnie świetnie spisuje się jako zadaniowiec Toronto Raptors. Na pozycji drugiego rozgrywającego potrzebujemy gracza dynamicznego, z naciskiem na defensywę (Eric Bledsoe byłby tutaj mega przechwytem, jednak nawet się nie łudzę, że uda się go sprowadzić).
Na koniec chciałbym podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami jeśli chodzi o grę wszystkich zawodników w przekroju całego sezonu 2013/14. Przeżyjmy to jeszcze raz:
Mike Conley - Do czasu skręcenia stawu skokowego był naszym go-to-guyem, którego tak bardzo potrzebowaliśmy od odejścia Rudy'ego Gaya. Mike do połowy sezonu robił wszystko, rzucał w ciężkich momentach, asystował, świetnie bronił, kontrolował tempo gry oraz wygrywał mecze. Myślę, że gdyby nie kontuzja mógłby spokojnie powalczyć o nagrodę Most Improved Player.
Ocena: 5
Tony Allen - Gracz tragiczny, którego w jednej akcji kochasz, w następnej nienawidzisz. Sporą część sezonu opuścił z powodu kontuzji nadgarstka, jednak biorąc pod uwagę jego match-up z Kevinem Durantem w pierwszej rundzie Playoffs, Tony jest dla mnie absolutnym mistrzem i naprawdę chciałbym grać z taką pasją, energią i zaangażowaniem. Wielkie dzięki Grind Ojcze!
Ocena: 5
Tayshaun Prince - No dobra, wszyscy jechaliśmy po nim przez cały sezon, nie będę go już dobijał. Mimo wszystko, dzięki za walkę Tejszon, tej na pewno ci nie brakowało.
Ocena: 5
Zach Randolph - Długo przekonywał nas, że jeszcze potrafi mielić swoich rywali i choć chcieli go min. Phoenix Suns, Z-Bo ostatecznie przetrwał kolejny Trade Deadline, myślę, że z korzyścią dla nas. Jego staty z całego sezonu: 17,4 punktów, 10,1 zbiórek, 2,5 asysty. Aha, za te bądź co bądź głupie zawieszenie, powinien zaprosić cały klub na swoją działkę na niedzielnego grilla.
Ocena: 5
Marc Gasol - I znów, co by było gdyby nie kontuzja... Teraz można tylko przypuszczać, na którym miejscu skończylibyśmy sezon, gdyby Hiszpan był zdrów. Ostoja defensywy, spryt, inteligencja, umiejętności. Można tak wymieniać w nieskończoność.
Ocena: 5
Mike Miller - Jako jedyny z ekipy rozegrał wszystkie 89 spotkań w całym sezonie. Grał w kratkę, dobre mecze przeplatał kompletnie nie udanymi, jednak nieoceniona była jego obecność zarówno na jak i poza parkietem. Wielka szkoda, że nie było go rok temu. Myślę, że zakończy karierę w tym klubie.
Ocena: 5
Kosta Koufos - Przez całe rozgrywki pokazywał jak mądrym posunięciem było ściągnięcie go z Denver. Per36 praktycznie co mecz osiągał double-double. W Playoffach rzadko kiedy pojawiał się na parkiecie. Mam nadzieję, że zostanie.
Ocena: 5
Ed Davis - Mimo, że wciąż jest surowy w grze tyłem do kosza, widać, że lekcje od Marca Gasola i Zacha Randolpha nie idą na marne. Rozwijaj się chłopie, masz potencjał.
Ocena: 5
Jon Leur - To dzięki niemu mieliśmy okazję przeżywać małe Jonsanity przy okazji kontuzji Papy Gasola. Janek pokazał wielu niedowiarkom i przeciwnikom jego osoby w tym klubie, że potrafi grać w koszykówkę. Bardzo pożyteczny zawodnik.
Ocena: 5
Jamaal Frankiln - Nie pograł sobie w tym sezonie. Joerger próbował wystawiać go na pozycji rozgrywającego, jednak widać było gołym okiem, że to mu nie leży. Podobna sytuacja co z Wrotenem rok temu. Zapewne Franklin zostanie oddany za picki w drafcie. Mimo wszystko potencjał ma ogromny.
Ocena: 5
Courtney Lee - Sprowadzony w lutym za chimerycznego Jerryda Baylessa okazał się istotnym wzmocnieniem. O dziwo wszystkie spotkania w barwach Grizzlies zagrał w pierwszej piątce. Brakowało jego trójek z czystych pozycji w starciu z OKC. Ma nad czym pracować. Solidny grajek.
Ocena: 5
James Johnson - Takiej energii oraz dynamiki nie widzieliśmy w FedEx Forum od czasów Rudy'ego Gaya. Sprowadzony z D-League JJ pokazał zarówno talenty ofensywne jak i defensywne. Zaliczył najwięcej zablokowanych trójek (17) spośród całej NBA. Pod koniec sezonu niechętnie wykorzystywany przez Coacha. Chciałbym, żeby został.
Ocena: 5
Beno Udrih - Beno Beno Beno, sprowadzony tak naprawdę nie wiadomo po co, jednak okazał się dobrych ruchem. Pierwsze spotkania z Thunder miał zabójcze. Kroił defensywę Grzmotów swoimi jumperami z półdystansu, niestety później zanikł. 31 lat, być może wróci do Europy.
Ocena: 5
Quincy Pondexter - Prawie zapomniałem o wielkim nieobecnym tego sezonu. Pokładaliśmy w nim wielkie nadzieje po świetnej serii przeciwko Spurs w ubiegłorocznych playoffach, a ten już na samym początku rozgrywek złapał kontuzję stopy, która była na tyle poważna, że uniemożliwiła mu dokończenie sezonu. Być może właśnie Q-Pon był tym brakującym elementem? Tego się już nie dowiemy.
Ocena: 5 (Dawał radę jako komentator :D)
Jak pewnie zauważyliście wszyscy otrzymali "piątki", a to dlatego, że Ci zawodnicy, którzy mieli nie załapać się do PO, którzy skazywani byli na pożarcie w pierwszej rundzie, których dotykały kolejne przeciwności losu, są dla mnie bohaterami i wzorem do naśladowania. Nic na to nie poradzę, jestem fanem tych gości i dla mnie te playoffy już się skończyły. Dzięki jeszcze raz Grizz. Do zobaczenia w następnym sezonie. Keep Grindin'!
Tak, dobrze widzicie. To był blow-out. Thunder nas złapali, zgnietli, przeżuli i połknęli. Russell Westbrook grał tej nocy wyjątkowo inteligentnie, a Kevin Durant odnalazł w sobie żniwiarkę, przy pomocy której pokroił na kawałki defensywę Niedźwiadków.
Dla przypomnienia, przed spotkaniem, pierwsza strona gazety The Oklahoman:
Nazwanie przyszłego MVP, przed najważniejszym meczem w sezonie człowiekiem, na którym nie można polegać? Mocno ryzykowne. Mówi KD: „Taka jest ich rola, w ostatnich meczach nie zrobiłem tego, czego oczekiwała ode mnie moja drużyna”
"To co zostało powiedziane czy napisane nie miało wpływu na postawę
Kevina. On nie potrzebuje zewnętrznych bodźców by się zmotywować. Nie
dostajesz się na ten poziom grania w oparciu o motywację ze strony
innych ludzi. On motywuje się od środka." - Dodał po spotkaniu Scott Brooks.
W ten sposób Durant już od pierwszych minut przełączył się z trybu "Unreliable" w tryb "Unstoppable", pewnie prowadząc swój zespół po trzecie zwycięstwo w serii.
Sam mecz przebiegał (o dziwo) bez większej historii. Thunder szybko osiągnęli sporą przewagę, której nie oddali już do końcowej syreny. Wydaje się, że najistotniejszym aspektem było desygnowanie do pierwszej piątki Carona Butlera, dzięki któremu gra obwodowa OKC wyraźnie odżyła. Wydawałoby się, że przy takim obrocie spraw więcej swobody będzie miał Mike Conley, jednak ten kompletnie zawiódł. Co gorsza nasz rozgrywający naciągnął ścięgno udowe, przez które musiał oglądać końcowe minuty z perspektywy ławki rezerwowych. Na szczęście Mike już zapowiedział, że wystąpi w Game 7, pytanie tylko na ile ograniczy go ta nieprzyjemna kontuzja.
Jeśli chodzi o liczby to Grizzlies spudłowali aż dziewięć osobistych, a także grali na fatalnej 37% skuteczności z gry. Przyjezdni wygrali walkę na tablicach 47-36 oraz byli lepsi w punktach z kontry 17-5.
Tak wysoka wygrana na boisku rywala może budzić respekt, jednak moim zdaniem, nie ma opcji, żeby ten wynik powtórzył się w sobotę. Nie ma co liczyć także na to, że David Joerger wprowadzi korekty w wyjściowej piątce i według mnie słusznie. Nie ma co kombinować, przez jedno niepowodzenie.
Przygotujcie się więc na kolejne zawały i być może na kolejne dogrywki. Coś czuję, że poleje się krew. To będzie prawdziwa wojna. Start: 2:00!
Mike Conley - Zauważcie, że gdy Conley gra dobrze tj. trafia z (pół)dystansu, penetruje to zazwyczaj wygrywamy. Wiele zależy w tej serii od jego formy. 2/10 to zdecydowanie za mało. Liczę, że wreszcie odpali z dystansu. Musi także więcej próbować wjeżdżać pod kosz, przecież nikt na nogach nie jest w stanie mu ustać! C'mon Mike!
Ocena: 2
Courtney Lee - Nie o to chodzi. Wszyscy wiemy, że Lee nie jest dobrym catch and shooterem, ale w przypadku wyczyszczonej pozycji na obwodzie, musi trafiać. Musi. Nie wiem, może niech robi jeden-dwa kozły przed rzutem?
Ocena: 2
Tayshaun Prince - A idź pan w... Totalny NO-FACTOR!
Ocena: 1
Zach Randolph - Początek miał mocny - w pierwszej połowie, do spółki z Gasolem zdobył 25 punktów, jednak potem przyszedł... Steven Adams, który odebrał Zachowi chęci do gry. 3 razy zablokowany. 16 punktów, 8 zbiórek. Nie istnieje na atakowanej tablicy
Ocena: 2+
Marc Gasol - W boxscorze wygląda nie najgorzej - 15 punktów, 5 zbiórek i 4 asysty, ale wciąż to nie jest to, czego od niego oczekujemy. Aha, nie wiem jakim cudem chudy jak tyczka Durant mógł zatrzymywać takiego tura tyłem do kosza. Ktoś wytłumaczy?
Ocena: 3
Tony Allen - Nie tym razem Tony. Parę razy zatrzymał KD'ego, ale ten był wczoraj nie do zatrzymania. Próbował rozruszać atak, jednak skończyło się to dla niego tragicznie:
Ocena: 3
Beno Udrih - Jakiś taki mało widoczny był w tym spotkaniu. Nawet nie zauważyłem, że Słoweniec spudłował aż 7 rzutów. Potrzeba jego punktów z ławki. Aż boję się pomyśleć co będzie jak Conley nie podoła...
Ocena: 1+
Mike Miller - Trafił szybkie dwie tróje i wydawało się, że może powtórzyć świetny występ z Game 5, jednak później było już tylko gorzej. Świetnie izolowany przez graczy Thunder.
Ocena: 2
James Johnson - Wreszcie zagrał więcej (20 minut) i zdobył przyzwoite 15 punktów oraz 5 zbiórek. Podczas jego obecności na parkiecie graliśmy totalny chaos w ataku. Akcje nie przygotowane, dużo 1 na 1, zupełnie nie w stylu Memphis Grizzlies.
Ocena: 3
Game 4, drugie spotkanie w świątyni zwycięstwa. To już piętnaście spotkań bez porażki w FedEx Forum. Grindhouse wypełniony po brzegi. Na hali jak zwykle panuje gorąca atmosfera. Kibice są żądni wygranej.
Zaczęli! Oba zespoły grają wolno i męczą każde posiadanie w ataku. Czas akcji jest wykorzystywany do maksimum, czyli coś co Niedźwiadki lubią najbardziej. Po 12 minutach siermiężnej gry gospodarze prowadzą 3 punktami.
W drugiej kwarcie z pomocą dla Grzmotów przybywają rezerwowi, a mianowicie Reggie Jackson oraz Caron Butler, którzy swoimi celnymi trójkami wyprowadzają gości na 10 punktowe prowadzenie. Dzień konia ma tej nocy zwłaszcza ten pierwszy, który od niecelnego lay-upu (3-21 z gry w całej serii) zaczął trafiać na potęgę. Mamy szczęście, że liderzy Thunder zostali w hotelu, bo gdyby wpadła im chociaż połowa tego co rzucali, prawdopodobnie przeżywalibyśmy to co w Game 1.
W drugiej połowie obraz meczu się nie zmienił. Jackson nadal punkuje, a Grizzlies męczą każde posiadanie w ofensywie. Mecz się pomału kończy, a Miśki wciąż nie mogą trafić zza pomalowanego. Sygnał do ataku dwoma celnymi trójkami niespodziewanie daje fatalny w tym spotkaniu Beno Udrih. Swoje dokładają Conley oraz Gasol i już tylko cztery punkty straty. Na nasze szczęście w ważnym momencie budzi się Mike Miller, który trafia wielką trójkę na nieco ponad cztery minuty przed końcem.
Kiedy wydawało się, że Niedźwiadki mają to spotkanie w kieszeni, znowu przypomniał o sobie Reggie Jackson. Przy pięciopunktowym prowadzeniu gospodarzy, 24-letni gracz w pojedynkę doprowadza do remisu a zarazem do dogrywki. Niesamowite. Trzecia dogrywka w trzecim kolejnym meczu pierwszej rundy playoffs!
Znów gramy dodatkowe pięć minut, a tam gospodarzy punktuje nie kto inny jak młody RJ. Urodzony w północnych Włoszech zawodnik, z zimną krwią wykorzystuje swoje talenty ofensywne, żeby następnie wbić gwóźdź do trumny Grizzlies rzutami osobistymi. Koniec. Przegrywamy 92:89, przerywając tym samym najdłuższą serię zwycięstw na własnym parkiecie w historii. Jackson ze łzami szczęścia opuszcza boisko.
Mike Conley - Trzeba oddać honory defensywie OKC, która uniemożliwiała naszemu rozgrywajkowi penetracje pod kosz. Thabo Sefolosha do spółki z RJ'em ograniczyli Conleya do tylko 5/16 z gry. Martwi przede wszystkim jego skuteczność z dystansu. Aha, Mike spudłował także Game Winnera na 17 sekund przed końcem dogrywki przy stanie 88:87 dla Thunder.
Ocena: 3+
Courtney Lee - Poza dwoma trójkami, w ofensywie niczym innym się nie wyróżnił. Chylę czołaprzed jego defensem na Westbrooku. Świetnie stał na nogach, nie dawał się przepchać i prowokował do oddawania trudnych rzutów z 5-6 metrów. Russell tej nocy był 6/24 z gry.
Ocena: 4
Tayshaun Prince - Trafił jeden rzut, parę razy zatrzymał Duranta w obronie. Tyle.
Ocena: 3
Zach Randolph - Nie był to dobry występ Z-Bo. Klocek Perkins nie dawał mu tej nocy pograć. Sporą część meczu Zach przesiedział na ławce, ponieważ na boisku panował small-ball. W 33 minuty miał 11 punktów i 7 zbiórek. Zdecydowanie musi grać lepiej.
Ocena: 2
Marc Gasol - Nie można tak w każdym meczu panie Marc? Gdyby nie Hiszpan, już po pierwszej połowie moglibyśmy się pakować na wyjazd do Oklahomy na piąte spotkanie. Dzięki swojej agresywnej a zarazem inteligentnej gry w ataku Grizzlies wciąż pozostawali w meczu. 48 minut, 23 punkty, 11 zbiórek, 4 asysty, 2 bloki. Profesor.
Ocena: 4+
Tony Allen - Zabrał wszystkie talenty jakie posiadał KD. Tony z meczu na mecz przechodzi sam siebie. Jego energia jest niesamowita. Z samych ofensywnych zbiórek (10!) uzyskał double-double. Oprócz tego miał 14 punktów, jednak tych najważniejszych zabrakło w końcówce regulaminowego czasu gry. Szkoda.
Ocena: 4
Beno Udrih - Scott Brooks odrobił pracę domową i nakazał swoim wysokim wychodzić przy pickach zza zasłony (tzw."show"), a nie jak to miało miejsce w poprzednich spotkaniach pod zasłoną. Jednak mimo kilku błędów, Beno swoją grą sprawia, że nie tęskno mi za zawieszonym za doping Nickiem Calathesem..
Ocena: 2+
Mike Miller - Nie siedziało mu praktycznie przez całe spotkanie, ale w najważniejszych momentach zaczął trafiać. Wielka szkoda tych dwóch niecelnych osobistych w dogrywce.
Cóż to był za mecz. Mógłbym tu przywołać pierdyliard zmyślnych porównań, epitetów i innych, a i tak nie oddałbym w pełni tego, co działo się wczoraj w Chesapeake Arena. O samym przebiegu spotkania pisałem już na zkrainynba.com (TUTAJ), więc wybaczcie, ale nie będę się powtarzał. Moje serce nie wytrzyma tych emocji po raz trzeci. Poniżej przeczytacie o Memphis Grizzlies. O zwycięzcach tego meczu, o których nikt nie mówi. Bo przecież Kevin Durant trafił niesamowitą trójkę.
Tak, tak 3+1 Durantuli było świetne. Ale co z tego? Czy naprawdę z rzutu, który nic nie dał, chcemy zrobić największą historię tego meczu? Największą historią tego meczu nie był Kevin Durant. Byli nią Grizzlies. Ci sami Grizzlies, którzy według wielu mieli przegrać ten pojedynek do zera. Ci sami Grizzlies, którzy rok temu przypadkiem awansowali do finału swojej konferencji.
Ile ekip w lidze, po tak pechowej końcówce regulaminowego czasu gry, jak gdyby nigdy nic kontynuowali swoją świetną grę w dogrywce? Ja jestem w stanie wymienić jedną. Problem Thunder polega na tym, że to właśnie z nią przyszło im się zmierzyć w pierwszej rundzie.
Tutaj największy szacunek należy się człowiekowi, którego ja także różnie oceniałem w tym sezonie. David Joerger miał swój statement-game w roli szkoleniowca Grizzlies. Scott Brooks wyglądał przy nim jak zagubiony gimnazjalista szykujący się do egzaminu. Fantastyczne rotowanie i szukanie odpowiedzi na każdą zaistniałą sytuację na boisku + WIELKA akcja rozrysowana na 36 sekund przed końcem dogrywki. Jesteś trenerem Dave, szacun.
Mike Conley - Co ten gość ma jeszcze zrobić, aby udowodnić, że należy do ścisłej czołówki rozgrywających w lidze? Wczoraj znów był mistrzem kontrolowania tempa i kierowania grą swojego zespołu. Przy Westbrooku wygląda jak profesor Harvardu.
Ocena: 4+ Courtney Lee - Dobra skuteczność, niezła defensywa i 16 punktów z dziewięciu rzutów. Takiego Courtneya potrzebujemy w tej serii.
Ocena: 4
Tayshaun Prince - Wirus żołądka znowu zebrał swoje żniwo, ograniczając Tejszona do 14 minut na parkiecie. Przez ten czas Prince niczego nie zepsuł, co można uznać za niemały sukces.
Ocena: 3
Zach Randolph - Pan Clutch. W dogrywce zdobył więcej punktów (8) i zbiórek (4) niż cała ekipa Thunder (6 pkt, 3 zb.). W całym meczu zanotował 25 oczek z 20 rzutów i był ciężkim match-upem dla kryjącego go Kendricka Perkinsa.
Ocena: 4+
Marc Gasol - Nawet z Beno Udriha potrafi zrobić świetnego gracza z piłką w grze na pick&rollach. Zasłony Hiszpana był nie do przejścia dla obrońców Thunder. Brakuje gry tyłem do kosza, jednak miejmy nadzieję, że i na to przyjdzie pora.
Ocena: 4
Tony Allen - Kevin Durant jest 6/20 z gry w tej serii, gdy kryje go Kevin Durant. Czy trzeba mówić coś więcej?
Ocena: 4+
Beno Udrih - Benosanity unosiło się w powietrzu. 14 punktów to najlepszy w karierze wynik Słoweńca w play-offach. Fani Knicks mogli się tylko pytać, kim jest ten gość, do cholery?
Ocena: 5 Mike Miller - Mike Miller, the Thunder Killer. Wielka trójka przy stanie 93:92 dla Thunder, gdy wydawało się, że gospodarze odjadą w końcówce. Mike zrobił swoje, trafił trzy trójki, szkoda, że nie mieliśmy go w zeszłym sezonie.
Ocena: 4
Ed Davis - 6 zbiórek i 2 bloki w 10 minut. Bez wątpienia nasz najlepszy rezerwowy wysoki na serię z Thunder.
Ocena: 3+