Cóż to był za mecz. Mógłbym tu przywołać pierdyliard zmyślnych porównań, epitetów i innych, a i tak nie oddałbym w pełni tego, co działo się wczoraj w Chesapeake Arena. O samym przebiegu spotkania pisałem już na zkrainynba.com (TUTAJ), więc wybaczcie, ale nie będę się powtarzał. Moje serce nie wytrzyma tych emocji po raz trzeci. Poniżej przeczytacie o Memphis Grizzlies. O zwycięzcach tego meczu, o których nikt nie mówi. Bo przecież Kevin Durant trafił niesamowitą trójkę.
Tak, tak 3+1 Durantuli było świetne. Ale co z tego? Czy naprawdę z rzutu, który nic nie dał, chcemy zrobić największą historię tego meczu? Największą historią tego meczu nie był Kevin Durant. Byli nią Grizzlies. Ci sami Grizzlies, którzy według wielu mieli przegrać ten pojedynek do zera. Ci sami Grizzlies, którzy rok temu przypadkiem awansowali do finału swojej konferencji.
Ile ekip w lidze, po tak pechowej końcówce regulaminowego czasu gry, jak gdyby nigdy nic kontynuowali swoją świetną grę w dogrywce? Ja jestem w stanie wymienić jedną. Problem Thunder polega na tym, że to właśnie z nią przyszło im się zmierzyć w pierwszej rundzie.
Tutaj największy szacunek należy się człowiekowi, którego ja także różnie oceniałem w tym sezonie. David Joerger miał swój statement-game w roli szkoleniowca Grizzlies. Scott Brooks wyglądał przy nim jak zagubiony gimnazjalista szykujący się do egzaminu. Fantastyczne rotowanie i szukanie odpowiedzi na każdą zaistniałą sytuację na boisku + WIELKA akcja rozrysowana na 36 sekund przed końcem dogrywki. Jesteś trenerem Dave, szacun.
Mike Conley - Co ten gość ma jeszcze zrobić, aby udowodnić, że należy do ścisłej czołówki rozgrywających w lidze? Wczoraj znów był mistrzem kontrolowania tempa i kierowania grą swojego zespołu. Przy Westbrooku wygląda jak profesor Harvardu.
Ocena: 4+
Courtney Lee - Dobra skuteczność, niezła defensywa i 16 punktów z dziewięciu rzutów. Takiego Courtneya potrzebujemy w tej serii.
Ocena: 4
Tayshaun Prince - Wirus żołądka znowu zebrał swoje żniwo, ograniczając Tejszona do 14 minut na parkiecie. Przez ten czas Prince niczego nie zepsuł, co można uznać za niemały sukces.
Ocena: 3
Zach Randolph - Pan Clutch. W dogrywce zdobył więcej punktów (8) i zbiórek (4) niż cała ekipa Thunder (6 pkt, 3 zb.). W całym meczu zanotował 25 oczek z 20 rzutów i był ciężkim match-upem dla kryjącego go Kendricka Perkinsa.
Ocena: 4+
Marc Gasol - Nawet z Beno Udriha potrafi zrobić świetnego gracza z piłką w grze na pick&rollach. Zasłony Hiszpana był nie do przejścia dla obrońców Thunder. Brakuje gry tyłem do kosza, jednak miejmy nadzieję, że i na to przyjdzie pora.
Ocena: 4
Tony Allen - Kevin Durant jest 6/20 z gry w tej serii, gdy kryje go Kevin Durant. Czy trzeba mówić coś więcej?
Ocena: 4+
Beno Udrih - Benosanity unosiło się w powietrzu. 14 punktów to najlepszy w karierze wynik Słoweńca w play-offach. Fani Knicks mogli się tylko pytać, kim jest ten gość, do cholery?
Ocena: 5
Mike Miller - Mike Miller, the Thunder Killer. Wielka trójka przy stanie 93:92 dla Thunder, gdy wydawało się, że gospodarze odjadą w końcówce. Mike zrobił swoje, trafił trzy trójki, szkoda, że nie mieliśmy go w zeszłym sezonie.
Ocena: 4
Ed Davis - 6 zbiórek i 2 bloki w 10 minut. Bez wątpienia nasz najlepszy rezerwowy wysoki na serię z Thunder.
Ocena: 3+

wtorek, 22 kwietnia 2014
niedziela, 20 kwietnia 2014
Grizzlies vs. Thunder, czyli porażka na własne życzenie
W ostatnich 27 pojedynkach przeciwko Thunder Grizzlies są 14-13 wliczając playoffs. Mówi David Joerger: "To będzie bardzo wyrównana i fizyczna seria. Spodziewamy się mocnego uderzenia OKC od samego początku spotkania."
Miał rację, gospodarze wyszli na parkiet niezwykle zmotywowani i skoncentrowani. Trafiają wszystko i zmuszają Coacha Niedźwiadków do wzięcia szybkich dwóch przerw na żądanie. Miażdżąca przewaga Thunder w punktach z kontry. Chłopaki każdą zbiórkę zamieniają na łatwe kosze z szybkiego ataku. Grizzlies nie bronią. Grizzlies nie trafiają. Grizzlies nie istnieją. Jedyne punkty spoza trumny dla gości zdobywa James Johnson na sekundę przed zakończeniem pierwszej połowy!
W przerwie Joerger mówi zawodnikom: "Po prostu zacznijmy grać w koszykówkę!" Tony Allen siedzi na Durancie. Nawet nie zauważyłem, że Tejszon nie wyszedł na boisko. Co za defense Grindfathera! Za samą trzecią kwartę przyznaję mu nagrodę Defensive Player of the Year. OKC się gubią. Mnożą się kolejne straty. Timeout! Z -25 nagle zrobiło się -6. Niesamowite. Gospodarze utrzymują 4-5 punktowe prowadzenie. Brooks wie, że jeśli straci prowadzenie, będzie po meczu. Miller odpala z dystansu... Bang! Już tylko 2 punkty przewagi. Co za mecz.
Tymczasem Mike Conley z grymasem bólu na twarzy opuszcza ławkę rezerwowych i zmierza w kierunku szatni. Niedobrze. Pod nieobecność generała, Thunder odjeżdżają na 10 punktów. Tego meczu już nie wygramy. Koniec.
Ze względu na to, że Grizzlies byli drużyną tylko przez jakieś 1,5 kwarty, nie ma sensu wystawiać im ocen. Przypomnę tylko, że w dwóch poprzednich seriach tych zespołów to zwycięzca pierwszego meczu wypadał z gry. Do poniedziałku!
Miał rację, gospodarze wyszli na parkiet niezwykle zmotywowani i skoncentrowani. Trafiają wszystko i zmuszają Coacha Niedźwiadków do wzięcia szybkich dwóch przerw na żądanie. Miażdżąca przewaga Thunder w punktach z kontry. Chłopaki każdą zbiórkę zamieniają na łatwe kosze z szybkiego ataku. Grizzlies nie bronią. Grizzlies nie trafiają. Grizzlies nie istnieją. Jedyne punkty spoza trumny dla gości zdobywa James Johnson na sekundę przed zakończeniem pierwszej połowy!
W przerwie Joerger mówi zawodnikom: "Po prostu zacznijmy grać w koszykówkę!" Tony Allen siedzi na Durancie. Nawet nie zauważyłem, że Tejszon nie wyszedł na boisko. Co za defense Grindfathera! Za samą trzecią kwartę przyznaję mu nagrodę Defensive Player of the Year. OKC się gubią. Mnożą się kolejne straty. Timeout! Z -25 nagle zrobiło się -6. Niesamowite. Gospodarze utrzymują 4-5 punktowe prowadzenie. Brooks wie, że jeśli straci prowadzenie, będzie po meczu. Miller odpala z dystansu... Bang! Już tylko 2 punkty przewagi. Co za mecz.
Tymczasem Mike Conley z grymasem bólu na twarzy opuszcza ławkę rezerwowych i zmierza w kierunku szatni. Niedobrze. Pod nieobecność generała, Thunder odjeżdżają na 10 punktów. Tego meczu już nie wygramy. Koniec.
Ze względu na to, że Grizzlies byli drużyną tylko przez jakieś 1,5 kwarty, nie ma sensu wystawiać im ocen. Przypomnę tylko, że w dwóch poprzednich seriach tych zespołów to zwycięzca pierwszego meczu wypadał z gry. Do poniedziałku!
Badylos
wtorek, 1 kwietnia 2014
Grizzlies vs. Nuggets, czyli ważne zwycięstwo
Wiedzieliście, że od 2001 roku Niedźwiadki wygrały w Kolorado tylko trzy razy? Sprawy nie ułatwiało także to, że po raz kolejny w tym sezonie graliśmy spotkanie z serii must-win. Na szczęście zawodnicy stanęli na wysokości zadania i nie bez problemów rozbili młodziutkie Bryły.
Zaczęliśmy zaskakująco dobrze i już po pierwszych dwunastu minutach prowadziliśmy dziewięcioma punktami głównie za sprawą Courtney'a Lee i jego trójek. Nieźle spisywali się także nasi rezerwowi i to właśnie dzięki nim utrzymywaliśmy spokojną przewagę, która w pewnym momencie drugiej kwarty wynosiła aż 16 punktów. Jednak wtedy Coach Joerger postanowił zastąpić energiczny drugi garnitur starterami, którzy w obliczu meczu back-to-back nie wyglądali na tak żwawych.
Mecz był niezwykle ciężki do oglądania. Przeważała walka podkoszowa czego konsekwencją były kolejne faule. Czyli kolejny dzień w pracy Memphis Grizzlies. W drugiej połowie nasza gra w ataku opierała się głównie na Z-Bo grającym tyłem do kosza. Wspomagał go Mike Conley swoimi niezwykle skutecznymi penetracjami oraz rzutami z półdystansu.
Aż do końcowej syreny, spotkanie toczyło się punkt za punkt, jednak ostatecznie to Grizzlies zachowali więcej zimnej krwi w końcówce dopisując sobie tym samym niezwykle cenne zwycięstwo.
Mike Conley - Niby niewidoczny, a jednak zdobył aż 20 punktów, no i przede wszystkim trafił daggera na 40 sekund przed zakończeniem meczu. Dobrze spisywał się także na bronionej połowie, gdzie zatrzymał gorącego Ty Lawson'a na tylko 8 punktach i 33% z gry.
Ocena: 4
Courtney Lee - Zagrał bez zarzutu. Prowadził nasz zespół w pierwszej połowie zdobywając w niej 12 punktów oraz walczył na obu tablicach zaliczając 7 zbiórek. Podobała mi się jego praca nóg w defensywie. Oby więcej takich występów.
Ocena: 4+
Tayshaun Prince - 29(!) minut, 1 punkt, 0-4 z gry, -6 z nim na parkiecie. Serio David, serio? Gdzie jest James Johnson?! Czy tylko ja nie rozumiem tych rotacji?
Ocena: 1
Zach Randolph - Po bezproduktywnej pierwszej części, w drugiej pokazał, że potrafi być liderem nawet w ciężkich chwilach. W 34 minuty udało mu się zdobyć 43 już double-double w tych rozgrywkach w postaci 20 punktów i 11 zbiórek. Tylko te osobiste...
Ocena: 4+
Marc Gasol - Wszystkie jego "jumpery" wykręcały się z kosza, stąd mizerne 31% z gry, jednak Katalończyk znów był ostoją naszej defensywy. Oprócz 13 punktów uzbierał 8 zbiórek i 4 asysty, ale bezpośredni pojedynek hiszpańsko-rosyjski zdecydowanie dla chłopaka z Petersburga.
Ocena: 3+
Nick Calathes - Z powodzeniem zastępował odpoczywającego na ławce Conley'a. Był skuteczny (4/7 z gry), przyzwoicie kierował grą w ataku (3 asysty), niemniej jednak wciąż mogą martwić głupie straty jakie popełnia.
Ocena: 3
Mike Miller - Bezbarwny występ naszego najlepszego strzelca. Widać Nuggets odrobili pracę domową i nie pozwolili Mike'owi się rozbujać. Warto wspomnieć, że w ostatnich sześciu spotkaniach pochodzący z Dakoty Południowej niski skrzydłowy gra na ponad 50% skuteczności z gry.
Ocena: 2
Kosta Koufos - Łysiejący Grek powrócił na stare śmieci i zagrał tak jak nas do tego przyzwyczaił. Per36 znów miał double-double.
Ocena: 3+
Tony Allen - Dużo w nim pasji i energii co się ceni, ale mógłby popracować nad lay-up'ami i rzutami z półdystansu. Na bronionej połowie jak zwykle bez zarzutu.
Ocena: 3-
Zaczęliśmy zaskakująco dobrze i już po pierwszych dwunastu minutach prowadziliśmy dziewięcioma punktami głównie za sprawą Courtney'a Lee i jego trójek. Nieźle spisywali się także nasi rezerwowi i to właśnie dzięki nim utrzymywaliśmy spokojną przewagę, która w pewnym momencie drugiej kwarty wynosiła aż 16 punktów. Jednak wtedy Coach Joerger postanowił zastąpić energiczny drugi garnitur starterami, którzy w obliczu meczu back-to-back nie wyglądali na tak żwawych.
Mecz był niezwykle ciężki do oglądania. Przeważała walka podkoszowa czego konsekwencją były kolejne faule. Czyli kolejny dzień w pracy Memphis Grizzlies. W drugiej połowie nasza gra w ataku opierała się głównie na Z-Bo grającym tyłem do kosza. Wspomagał go Mike Conley swoimi niezwykle skutecznymi penetracjami oraz rzutami z półdystansu.
Aż do końcowej syreny, spotkanie toczyło się punkt za punkt, jednak ostatecznie to Grizzlies zachowali więcej zimnej krwi w końcówce dopisując sobie tym samym niezwykle cenne zwycięstwo.
Mike Conley - Niby niewidoczny, a jednak zdobył aż 20 punktów, no i przede wszystkim trafił daggera na 40 sekund przed zakończeniem meczu. Dobrze spisywał się także na bronionej połowie, gdzie zatrzymał gorącego Ty Lawson'a na tylko 8 punktach i 33% z gry.
Ocena: 4
Courtney Lee - Zagrał bez zarzutu. Prowadził nasz zespół w pierwszej połowie zdobywając w niej 12 punktów oraz walczył na obu tablicach zaliczając 7 zbiórek. Podobała mi się jego praca nóg w defensywie. Oby więcej takich występów.
Ocena: 4+
Tayshaun Prince - 29(!) minut, 1 punkt, 0-4 z gry, -6 z nim na parkiecie. Serio David, serio? Gdzie jest James Johnson?! Czy tylko ja nie rozumiem tych rotacji?
Ocena: 1
Zach Randolph - Po bezproduktywnej pierwszej części, w drugiej pokazał, że potrafi być liderem nawet w ciężkich chwilach. W 34 minuty udało mu się zdobyć 43 już double-double w tych rozgrywkach w postaci 20 punktów i 11 zbiórek. Tylko te osobiste...
Ocena: 4+
Marc Gasol - Wszystkie jego "jumpery" wykręcały się z kosza, stąd mizerne 31% z gry, jednak Katalończyk znów był ostoją naszej defensywy. Oprócz 13 punktów uzbierał 8 zbiórek i 4 asysty, ale bezpośredni pojedynek hiszpańsko-rosyjski zdecydowanie dla chłopaka z Petersburga.
Ocena: 3+
Nick Calathes - Z powodzeniem zastępował odpoczywającego na ławce Conley'a. Był skuteczny (4/7 z gry), przyzwoicie kierował grą w ataku (3 asysty), niemniej jednak wciąż mogą martwić głupie straty jakie popełnia.
Ocena: 3
Mike Miller - Bezbarwny występ naszego najlepszego strzelca. Widać Nuggets odrobili pracę domową i nie pozwolili Mike'owi się rozbujać. Warto wspomnieć, że w ostatnich sześciu spotkaniach pochodzący z Dakoty Południowej niski skrzydłowy gra na ponad 50% skuteczności z gry.
Ocena: 2
Kosta Koufos - Łysiejący Grek powrócił na stare śmieci i zagrał tak jak nas do tego przyzwyczaił. Per36 znów miał double-double.
Ocena: 3+
Tony Allen - Dużo w nim pasji i energii co się ceni, ale mógłby popracować nad lay-up'ami i rzutami z półdystansu. Na bronionej połowie jak zwykle bez zarzutu.
Ocena: 3-
Badylos
niedziela, 23 marca 2014
Grizzlies vs. Pacers, czyli demony uciekły
Pisałem wczoraj o kalejdoskopie, pamiętacie? Z piekła znów trafiliśmy do nieba. Kontuzja kostki Marca Gasola na całe szczęście nie okazała się zbyt poważna. Hiszpan wrócił do gry, zagrał wielkie 38 minut w defensywie i był jednym z dominujących aktorów być może naszego najlepszego meczu w tym sezonie.
Defensywa Niedźwiadków zatrzymała Pacers na season-low 71 punktach, a jej skuteczność najlepiej oddaje fakt, że barierę 50 oczek podopieczni Franka Vogela przekroczyli dopiero na samym początku czwartej kwarty.
Goście udowodnili, że znajdują się w już-nie-takim-małym kryzysie, a tylko dwóch zawodników w ich składzie (Lance Stephenson, David West) skończyło mecz z dwucyfrową liczbą oczek. Paul George znów po raz kolejny był tylko cieniem zawodnika z pierwszej połowy sezonu (Tejszon!), Roy Hibbert (20 min., 4 pkt, 0 zb., 5 fauli) zderzył się z hiszpańską ścianą i zrozumiał jak wiele brakuje mu jeszcze do bycia najlepszym środkowym w NBA, a Evan Turner wciąż nie jest w stanie znaleźć sobie miejsca na parkiecie jako rozgrywająco-rzucający obrońca. Po ostatnim miesiącu nie widzę Pacers w finale NBA. Ale powróćmy do ważniejszych spraw.
Grizzlies w starciu z jedną z najlepiej zbierających ekip w lidze, całkowicie zdominowali tablice 47:35, co w obliczu naszych niedawnych problemów na deskach powinno napawać sporym optymizmem. Wykruszyliśmy też Pacers w pomalowanym, gdzie Roy Hibbert i spółka zdobyli tylko 24 punkty, przy 46 oczkach Niedźwiadków.
Dzięki zwycięstwu oddaliliśmy się od Phoenix Suns w tabeli konferencji zachodniej na jedno spotkanie, a szklanka znowu jest do połowy pełna. Kolejne porażki Blazers i Warriors dają nawet nadzieje na coś więcej niż arcytrudny match-up w pierwszej rundzie przeciwko Spurs lub Thunder.
Mike Conley - Zaczął po profesorsku (9 pkt, 4/5 z gry w 1Q) i nie przestał szkolić George'a Hilla już do samego końca spotkania. 21 punktów i 60% z gry to jego najlepszy ofensywny występ od pierwszego marca, gdy zdobył 22 oczka w starciu przeciwko Cleveland Cavaliers. Mike wciąż narzeka na niewielki ból w kostce, jednak, jak sam przyznał, nie spodziewa się, aby coś się w tej kwestii zmieniło do końca sezonu.
Ocena: 4+
Courtney Lee - W cieniu swoich kolegów. Poza kilkoma "O, ty jednak żyjesz Courtney", całkowicie niewidoczny.
Ocena: 2
Tayshaun Prince - Znowu go pochwalę. Od jakiegoś czasu Tejszon w końcu wziął się za swoją defensywę. Na przestrzeni dwóch tygodni zatrzymał już DeMara DeRozana, LeBrona Jamesa, a wczoraj przyszła kolej na Paula George'a. Szkoda tylko, że w ataku wciąż gramy z nim na parkiecie 4 na 5.
Ocena: 3
Zach Randolph - Uważajcie wysocy na Zachodzie, ZBo wchodzi w swój play-off mode. Po raz kolejny był bestią na tablicach, gdzie zdominował Davida Westa i zanotował kolejne double-double na 18 punktów i 13 zbiórek. Raz wsadził nawet piłkę z góry.
Ocena: 4
Marc Gasol - Mało który zawodnik w lidze robi taką różnicę jak Marc. Nie ma porównania do tego co dzieje się na parkiecie z nim, a co bez niego. Hiszpan mimo kontuzji kostki rozegrał wczoraj game-high 38 minut i choć na papierze może nie zachwycił (10 pkt, 4/11 z gry, 9 zb.), to na parkiecie był jak... Tego nawet nie da się opisać. Na szczęście można oglądać. Godzinami.
Ocena: 4
Mike Miller - Wielki w drugiej kwarcie, kiedy trafił cztery trójki z rzędu i wyprowadził Grizzlies na dwucyfrowe prowadzenie, którego nie oddaliśmy już do końca meczu. Od pierwszego lutego Mike rzuca z dystansu na 53%. Oby utrzymał swoją formę na play-offy.
Ocena: 4
Tony Allen - Jednego dnia go kocham, drugiego nienawidzę. Wczoraj kochałem, choć błędów się oczywiście nie ustrzegł. Joerger coraz częściej próbuje wystawiać go na trójce, u boku Courtneya Lee. Może coś z tego wyjdzie.
Ocena: 3
Kosta Koufos - Kolejne solidne minuty, bardzo podoba mi się jego współpraca z Marciem Gasolem i Zachiem Randolphem. Dzięki Denver (powtarzam się?).
Ocena: 3+
Nick Calathes - 16 minut. Nie zachwycił, ale też niczego nie popsuł. Wystarczy.
Ocena: 3
Defensywa Niedźwiadków zatrzymała Pacers na season-low 71 punktach, a jej skuteczność najlepiej oddaje fakt, że barierę 50 oczek podopieczni Franka Vogela przekroczyli dopiero na samym początku czwartej kwarty.
Goście udowodnili, że znajdują się w już-nie-takim-małym kryzysie, a tylko dwóch zawodników w ich składzie (Lance Stephenson, David West) skończyło mecz z dwucyfrową liczbą oczek. Paul George znów po raz kolejny był tylko cieniem zawodnika z pierwszej połowy sezonu (Tejszon!), Roy Hibbert (20 min., 4 pkt, 0 zb., 5 fauli) zderzył się z hiszpańską ścianą i zrozumiał jak wiele brakuje mu jeszcze do bycia najlepszym środkowym w NBA, a Evan Turner wciąż nie jest w stanie znaleźć sobie miejsca na parkiecie jako rozgrywająco-rzucający obrońca. Po ostatnim miesiącu nie widzę Pacers w finale NBA. Ale powróćmy do ważniejszych spraw.
Grizzlies w starciu z jedną z najlepiej zbierających ekip w lidze, całkowicie zdominowali tablice 47:35, co w obliczu naszych niedawnych problemów na deskach powinno napawać sporym optymizmem. Wykruszyliśmy też Pacers w pomalowanym, gdzie Roy Hibbert i spółka zdobyli tylko 24 punkty, przy 46 oczkach Niedźwiadków.
Dzięki zwycięstwu oddaliliśmy się od Phoenix Suns w tabeli konferencji zachodniej na jedno spotkanie, a szklanka znowu jest do połowy pełna. Kolejne porażki Blazers i Warriors dają nawet nadzieje na coś więcej niż arcytrudny match-up w pierwszej rundzie przeciwko Spurs lub Thunder.
Mike Conley - Zaczął po profesorsku (9 pkt, 4/5 z gry w 1Q) i nie przestał szkolić George'a Hilla już do samego końca spotkania. 21 punktów i 60% z gry to jego najlepszy ofensywny występ od pierwszego marca, gdy zdobył 22 oczka w starciu przeciwko Cleveland Cavaliers. Mike wciąż narzeka na niewielki ból w kostce, jednak, jak sam przyznał, nie spodziewa się, aby coś się w tej kwestii zmieniło do końca sezonu.
Ocena: 4+
Courtney Lee - W cieniu swoich kolegów. Poza kilkoma "O, ty jednak żyjesz Courtney", całkowicie niewidoczny.
Ocena: 2
Tayshaun Prince - Znowu go pochwalę. Od jakiegoś czasu Tejszon w końcu wziął się za swoją defensywę. Na przestrzeni dwóch tygodni zatrzymał już DeMara DeRozana, LeBrona Jamesa, a wczoraj przyszła kolej na Paula George'a. Szkoda tylko, że w ataku wciąż gramy z nim na parkiecie 4 na 5.
Ocena: 3
Zach Randolph - Uważajcie wysocy na Zachodzie, ZBo wchodzi w swój play-off mode. Po raz kolejny był bestią na tablicach, gdzie zdominował Davida Westa i zanotował kolejne double-double na 18 punktów i 13 zbiórek. Raz wsadził nawet piłkę z góry.
Ocena: 4
Marc Gasol - Mało który zawodnik w lidze robi taką różnicę jak Marc. Nie ma porównania do tego co dzieje się na parkiecie z nim, a co bez niego. Hiszpan mimo kontuzji kostki rozegrał wczoraj game-high 38 minut i choć na papierze może nie zachwycił (10 pkt, 4/11 z gry, 9 zb.), to na parkiecie był jak... Tego nawet nie da się opisać. Na szczęście można oglądać. Godzinami.
Ocena: 4
Mike Miller - Wielki w drugiej kwarcie, kiedy trafił cztery trójki z rzędu i wyprowadził Grizzlies na dwucyfrowe prowadzenie, którego nie oddaliśmy już do końca meczu. Od pierwszego lutego Mike rzuca z dystansu na 53%. Oby utrzymał swoją formę na play-offy.
Ocena: 4
Tony Allen - Jednego dnia go kocham, drugiego nienawidzę. Wczoraj kochałem, choć błędów się oczywiście nie ustrzegł. Joerger coraz częściej próbuje wystawiać go na trójce, u boku Courtneya Lee. Może coś z tego wyjdzie.
Ocena: 3
Kosta Koufos - Kolejne solidne minuty, bardzo podoba mi się jego współpraca z Marciem Gasolem i Zachiem Randolphem. Dzięki Denver (powtarzam się?).
Ocena: 3+
Nick Calathes - 16 minut. Nie zachwycił, ale też niczego nie popsuł. Wystarczy.
Ocena: 3
sobota, 22 marca 2014
Grizzlies vs. Heat, czyli demony wróciły
Ten sezon jest jak kalejdoskop. W sensie wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie... Wiecie o co mi chodzi. W jednej chwili jesteś już pewny, że Niedźwiadki awansują do play-offów i z rozpędu wskoczą jeszcze nawet na 5, 6 miejsce na Zachodzie, w drugiej kontuzji doznaje Marc Gasol i nagle mamy tylko pół meczu przewagi nad dziewiątymi Suns...
Courtney Lee - Potransferowa magia się skończyła. Lee wciąż jest jedyną słuszną opcją w pierwszej piątce, jednak do bycia tym samym zawodnikiem, co jeszcze 6 tygodni temu, jest mu bardzo daleko. Od trzeciego marca rzuca na tragicznych 15% z dystansu. Wczoraj po raz pierwszy w ciągu tego okresu zanotował występ z dwiema celnymi trójkami.
Ocena: 2+
Tayshaun Prince - W ataku znowu niewidoczny, jednak trzeba przyznać, że odwalał solidną pracę na LeBronie Jamesie w defensywie. Król miał spore problemy ze zdobywaniem punktów i po raz kolejny w starciu z Grizzlies nie był nawet drugim najlepszym zawodnikiem Heat na parkiecie. Książę zrobił swoje.
Ocena: 3
Zach Randolph - Bez wątpienia najlepszy Niedźwiadek na parkiecie w American Airlines Arena. ZBo był na misji i w swoim stylu niszczył przeciwników pod obręczą, gdzie jak buldog walczył o każde możliwe posiadanie. Do 25 punktów dołożył 14 zbiórek i świetną pracę na atakowanej tablicy. Szkoda, że w końcówce zabrakło pomocy partnerów i nieco większej przychylności arbitrów.
Ocena: 4+
Marc Gasol - 23 minuty na bardzo przyzwoitym poziomie (14 pkt, 6 zb.), jednak prawdziwą wartość Hiszpana poznaliśmy, gdy musiał opuścić parkiet z urazem kostki. Z nim w składzie ostatnie 4 minuty mogły wyglądać zupełnie inaczej...
Ocena: 3+
Mike Miller - Nietrafiona decyzja Joergera, aby grać nim w końcówce czwartej kwarty. Mike miał wczoraj jeden świetny moment, jednak na nasze nieszczęście nastąpił on jeszcze przed rozpoczęciem meczu, gdy Heat uhonorowali go mistrzowskim pierścieniem za sezon 2012/13. Chwilę potem mogli dosypać mu coś do przedmeczowego Gatorade'a.
Ocena: 2
Tym jednym błędem w ostatnich sekundach podarował gospodarzom daggera na tacy i skończył to spotkanie. Nie zawsze opłaca się biegać po przechwyty Tony...
Ocena: 2
Nick Calathes - Przez 13 minut robił to, do czego nas przyzwyczaił. Kilka asyst, kilka strat. Calathes w swoim przeciętnym wydaniu.
Ocena: 2+
James Johnson - Joerger stracił chyba pomysł na miejsce JJ'a w rotacji. Coś ci podpowiem Dave - Tejszon grał wczoraj ponad 30 minut.
Ocena: -
No właśnie, Gasol. Nie wiem jak wy, ale od czasu powrotu Hiszpana do gry, przy niemal każdym jego kontakcie z piłką, bałem się że coś zaraz się stanie. No i wykrakałem. W trzeciej kwarcie meczu z Heat, po pozornie niegroźnym starciu z Chrisem Boshem, Gasol nie wytrzymał. Pierwsza myśl - "k*$#a kolano... no to koniec.". Na nasze szczęście skończyło się nieco lepiej. "Tylko" kostka i Papa został wpisany do pomeczowego raportu ze statusem day-to-day. Dziś z Pacers go pewnie nie zobaczymy, ale miejmy nadzieję, że wróci w przyszłym tygodniu i pozwoli nam szybko zapomnieć o piątkowym pechu. To właśnie jego nieobecność pod koszem w czwartej kwarcie kosztowała nas bowiem zwycięstwo w bardzo ważnym meczu z aktualnymi mistrzami NBA.
Przy stanie 84:77 dla Grizzlies, na niewiele ponad 4 minuty do końca meczu, Niedźwiadki zupełnie zapomnieli o swojej koszykówce. Heat zrobili run 14-2, David Joerger zapomniał, że w tym pięknym świecie istnieje coś takiego jak przerwa na żądanie, a nasza defensywa z bardzo solidnej przez pierwsze 44 minuty, na ostatnie 240 sekund zamieniła się w kawał szwajcarskiego sera. Gospodarzom pomagali oczywiście sędziowie, ale nie oszukujmy się - przegraliśmy frajersko i na nasze własne życzenie. Błędy popełniał Tony Allen, z rotacjami zgubił się Joerger i wystarczyło. Grizzlies znowu muszą martwić się o swój play-offowy byt. Całe szczęście, że tie-breaker z Suns mamy już załatwiony.
Mike Conley - Jedyny zawodnik Grizzlies, który zdołał umieścić piłkę w koszu przez ostatnie 4 minuty spotkania. Na tym, słowa pochwały się niestety kończą. Conley nie był wczoraj sobą i przegrał bezpośredni pojedynek z Mario "GOAT" Chalmersem. Na zdobycie 12 punktów potrzebował 12 rzutów, a Grizzlies byli z nim -7 na parkiecie. Nawet Tejszon był pod tym względem lepszy.
Ocena: 2
Courtney Lee - Potransferowa magia się skończyła. Lee wciąż jest jedyną słuszną opcją w pierwszej piątce, jednak do bycia tym samym zawodnikiem, co jeszcze 6 tygodni temu, jest mu bardzo daleko. Od trzeciego marca rzuca na tragicznych 15% z dystansu. Wczoraj po raz pierwszy w ciągu tego okresu zanotował występ z dwiema celnymi trójkami.
Ocena: 2+
Tayshaun Prince - W ataku znowu niewidoczny, jednak trzeba przyznać, że odwalał solidną pracę na LeBronie Jamesie w defensywie. Król miał spore problemy ze zdobywaniem punktów i po raz kolejny w starciu z Grizzlies nie był nawet drugim najlepszym zawodnikiem Heat na parkiecie. Książę zrobił swoje.
Ocena: 3
Zach Randolph - Bez wątpienia najlepszy Niedźwiadek na parkiecie w American Airlines Arena. ZBo był na misji i w swoim stylu niszczył przeciwników pod obręczą, gdzie jak buldog walczył o każde możliwe posiadanie. Do 25 punktów dołożył 14 zbiórek i świetną pracę na atakowanej tablicy. Szkoda, że w końcówce zabrakło pomocy partnerów i nieco większej przychylności arbitrów.
Ocena: 4+
Marc Gasol - 23 minuty na bardzo przyzwoitym poziomie (14 pkt, 6 zb.), jednak prawdziwą wartość Hiszpana poznaliśmy, gdy musiał opuścić parkiet z urazem kostki. Z nim w składzie ostatnie 4 minuty mogły wyglądać zupełnie inaczej...
Ocena: 3+
Mike Miller - Nietrafiona decyzja Joergera, aby grać nim w końcówce czwartej kwarty. Mike miał wczoraj jeden świetny moment, jednak na nasze nieszczęście nastąpił on jeszcze przed rozpoczęciem meczu, gdy Heat uhonorowali go mistrzowskim pierścieniem za sezon 2012/13. Chwilę potem mogli dosypać mu coś do przedmeczowego Gatorade'a.
Ocena: 2
Kosta Koufos - Joerger postanowił na small-ball w końcówce meczu i jak już kilka razy wspominałem - odbiło mu to się czkawką. Koufos powinien zostać na parkiecie w końcówce czwartej kwarty, gdyż z nim, brak Gasola nie był aż tak widoczny. PER36 zaliczył kolejne double-double.
Ocena: 4
Tony Allen -
Tym jednym błędem w ostatnich sekundach podarował gospodarzom daggera na tacy i skończył to spotkanie. Nie zawsze opłaca się biegać po przechwyty Tony...
Ocena: 2
Nick Calathes - Przez 13 minut robił to, do czego nas przyzwyczaił. Kilka asyst, kilka strat. Calathes w swoim przeciętnym wydaniu.
Ocena: 2+
James Johnson - Joerger stracił chyba pomysł na miejsce JJ'a w rotacji. Coś ci podpowiem Dave - Tejszon grał wczoraj ponad 30 minut.
Ocena: -
czwartek, 20 marca 2014
Grizzlies vs. Jazz, czyli nie zadzieraj z Niedźwiedziami
Bardzo potrzebne były gospodarzom te kilka dni przerwy, dzięki którym zawodnicy mogli zregenerować swoje siły.
Grizzlies mocno weszli w mecz zaczynając od prowadzenia 12-2 i szybkiego czasu dla Jazzmanów. Niedźwiadki utrzymywały bezpieczną przewagę przez całą pierwszą połowę, prowadząc w pewnym momencie aż 18 punktami.
Jednak goście nie dali się stłamsić, do końca walcząc o jak najlepszy wynik. I tak na pięć minut przed końcem spotkania na tablicy wyników widniał remis - 84:84. Na szczęście Miśki odpowiedziały runem 12-2, zaliczając tym samym ósmą z rzędu wygraną na własnym parkiecie.
W całym meczu popełniliśmy tylko 12 strat oraz w swoim stylu zmiażdżyliśmy rywali w pomalowanym, skąd zdobyliśmy aż 54 punkty, głównie za sprawą dwójki: Marc Gasol & Zach Randolph, którzy łącznie uzyskali aż 41 punktów, 21 zbiórek, 6 asyst i 4 bloki.
Dzięki wygranej Minnesoty w Dallas, wskoczyliśmy na siódmą pozycję w tabeli i do szóstych Warriors tracimy już tylko 2 mecze. Kolejne spotkanie Grizzlies rozegrają już w piątek z przyżywającymi mały kryzys Miami Heat. Będzię się działo!
Mike Conley - Mieliśmy okazję oglądać ciekawą rywalizację na pozycji numer jeden. Pierwszoroczniak Trey Burke nie był łatwym przeciwnikiem dla zaprawionego w boju Mike Conleya. Obaj spisali się nieźle raz po raz demonstrując kibicom swoją szybkość, jednak ten pojedynek minimalnie dla tego drugiego.
Ocena: 4
Courtney Lee - Brakowało celnych trójek z jego strony, ale trzeba przyznać, że spisał się całkiem nieźle. W 28 minut zdobył 8 punktów na 50% skuteczności, miał 2 zbiórki oraz 3 przechwyty.
Ocena: 3+
Tayshaun Prince - Tejszon jak to Tejszon, znowu nic nie trafiał (2/7 z gry) i znowu był naszym najsłabszym (i najwolniejszym) ogniwem w defensywie. Ach, co ja bym dał żeby zobaczyć Gordona Haywarda w barwach Grizz...
Ocena: 2
Zach Randolph - Zaskakująco łatwo radził sobie z niepodwajającymi go graczami Jazz. Po świetnej pierwszej połowie (11 punktów, 8 zbiórek) liczyłem na jakieś monster double-double, jednak Z-Bo szybko sprowadził mnie na ziemię zbierając tylko 3 piłki z tablic w drugiej części spotkania. Ostatecznie zdobył 21 punktów, 11 zbiórek i 3 asysty.
Ocena: 4
Marc Gasol - Wreszcie zagrał jak ten stary, dobry Papa Gasol sprzed kontuzji MCL'a. Wprawdzie Enes Kanter demonem defensywy z pewnością nie jest, jednak Hiszpan był w tym meczu perfekcyjny. 20 punktów, 10 zbiórek, 4 bloki i 3 asysty. Jeden z najlepszych występów od czasu jego powrotu na parkiet.
Ocena: 5
Kosta Koufos - Po raz kolejny nie zawiódł zaliczając 7 punktów i tyle samo zbiórek. Od Weekendu Gwiazd z Koufosem na parkiecie Grizzlies zdobywają aż 117,7 punktów na 100 posiadań oraz tracą tylko 90,4. Dzięki Denver. Znowu.
Ocena: 4
Tony Allen - Ozdobą meczu był skończony przez niego alley-opp od Calathesa. Po mimo kilku niecelnych lay-upów, Tony w statystykach wypadł całkiem nieźle. W niecałe 20 minut udało mu się zdobyć 10 punktów, 4 zbiórki i 2 przechwyty.
Ocena: 3+
Mike Miller - Jedna celna trójka i wystarczy. Mało miał czystych pozycji rzutowych w tym spotkaniu.
Ocena: 3
Nick Calathes - David Joerger ufa mu coraz bardziej, tymczasem Grek odpłaca się przyzwoitą grą. W ostatnich pięciu meczach Calathes zdobywa średnio 6,4 punktów, 5,4 asyst oraz 3,6 zbiórek. Po za tym jest najlepszy w lidze pod względem wskaźnika asyst do strat w miesiącu Marcu.
Ocena: 3
Jon Leur - Powoli zajmuje miejsce Eda Davisa. Czy to dobrze?
Ocena: Brak
A i jeszcze jedno, dlaczego James Johnson wciąż grzeje ławę? Podejrzewam, że on sam się nad tym zastanawia.
Grizzlies mocno weszli w mecz zaczynając od prowadzenia 12-2 i szybkiego czasu dla Jazzmanów. Niedźwiadki utrzymywały bezpieczną przewagę przez całą pierwszą połowę, prowadząc w pewnym momencie aż 18 punktami.
Jednak goście nie dali się stłamsić, do końca walcząc o jak najlepszy wynik. I tak na pięć minut przed końcem spotkania na tablicy wyników widniał remis - 84:84. Na szczęście Miśki odpowiedziały runem 12-2, zaliczając tym samym ósmą z rzędu wygraną na własnym parkiecie.
W całym meczu popełniliśmy tylko 12 strat oraz w swoim stylu zmiażdżyliśmy rywali w pomalowanym, skąd zdobyliśmy aż 54 punkty, głównie za sprawą dwójki: Marc Gasol & Zach Randolph, którzy łącznie uzyskali aż 41 punktów, 21 zbiórek, 6 asyst i 4 bloki.
Dzięki wygranej Minnesoty w Dallas, wskoczyliśmy na siódmą pozycję w tabeli i do szóstych Warriors tracimy już tylko 2 mecze. Kolejne spotkanie Grizzlies rozegrają już w piątek z przyżywającymi mały kryzys Miami Heat. Będzię się działo!
Mike Conley - Mieliśmy okazję oglądać ciekawą rywalizację na pozycji numer jeden. Pierwszoroczniak Trey Burke nie był łatwym przeciwnikiem dla zaprawionego w boju Mike Conleya. Obaj spisali się nieźle raz po raz demonstrując kibicom swoją szybkość, jednak ten pojedynek minimalnie dla tego drugiego.
Ocena: 4
Courtney Lee - Brakowało celnych trójek z jego strony, ale trzeba przyznać, że spisał się całkiem nieźle. W 28 minut zdobył 8 punktów na 50% skuteczności, miał 2 zbiórki oraz 3 przechwyty.
Ocena: 3+
Tayshaun Prince - Tejszon jak to Tejszon, znowu nic nie trafiał (2/7 z gry) i znowu był naszym najsłabszym (i najwolniejszym) ogniwem w defensywie. Ach, co ja bym dał żeby zobaczyć Gordona Haywarda w barwach Grizz...
Ocena: 2
Zach Randolph - Zaskakująco łatwo radził sobie z niepodwajającymi go graczami Jazz. Po świetnej pierwszej połowie (11 punktów, 8 zbiórek) liczyłem na jakieś monster double-double, jednak Z-Bo szybko sprowadził mnie na ziemię zbierając tylko 3 piłki z tablic w drugiej części spotkania. Ostatecznie zdobył 21 punktów, 11 zbiórek i 3 asysty.
Ocena: 4
Marc Gasol - Wreszcie zagrał jak ten stary, dobry Papa Gasol sprzed kontuzji MCL'a. Wprawdzie Enes Kanter demonem defensywy z pewnością nie jest, jednak Hiszpan był w tym meczu perfekcyjny. 20 punktów, 10 zbiórek, 4 bloki i 3 asysty. Jeden z najlepszych występów od czasu jego powrotu na parkiet.
Ocena: 5
Kosta Koufos - Po raz kolejny nie zawiódł zaliczając 7 punktów i tyle samo zbiórek. Od Weekendu Gwiazd z Koufosem na parkiecie Grizzlies zdobywają aż 117,7 punktów na 100 posiadań oraz tracą tylko 90,4. Dzięki Denver. Znowu.
Ocena: 4
Tony Allen - Ozdobą meczu był skończony przez niego alley-opp od Calathesa. Po mimo kilku niecelnych lay-upów, Tony w statystykach wypadł całkiem nieźle. W niecałe 20 minut udało mu się zdobyć 10 punktów, 4 zbiórki i 2 przechwyty.
Ocena: 3+
Mike Miller - Jedna celna trójka i wystarczy. Mało miał czystych pozycji rzutowych w tym spotkaniu.
Ocena: 3
Nick Calathes - David Joerger ufa mu coraz bardziej, tymczasem Grek odpłaca się przyzwoitą grą. W ostatnich pięciu meczach Calathes zdobywa średnio 6,4 punktów, 5,4 asyst oraz 3,6 zbiórek. Po za tym jest najlepszy w lidze pod względem wskaźnika asyst do strat w miesiącu Marcu.
Ocena: 3
Jon Leur - Powoli zajmuje miejsce Eda Davisa. Czy to dobrze?
Ocena: Brak
A i jeszcze jedno, dlaczego James Johnson wciąż grzeje ławę? Podejrzewam, że on sam się nad tym zastanawia.
s
Badylos
niedziela, 16 marca 2014
Grizzlies vs. 76ers, czyli blow-out na zakończenie tygodnia
Na nasze szczęście Bóg zesłał nam na koniec tygodnia zespół z Philadelphi, który od ponad półtora(!) miesiąca nie wygrał ani jednego spotkania.
Sixers prezentują szalony i chaotyczny basket. Na próżno szukać tam spokojnej i poukładanej gry. Dominuje brak myślenia i gra jeden na jeden. Niestety Grizzlies w pierwszych minutach meczu, postanowili spróbować dorównać swoim kolegom ze stanu Pensylwania, popełniając aż 11 strat w pierwszej połowie.
Na szczęście druga odsłona to już całkowita kontrola wydarzeń boiskowych przez Niedźwiadki. Ledwo rozpoczęła się trzecia kwarta, a nasz zespół już był 20 oczek przed Sixers. W ostatnich 12 minutach po parkiecie biegali już rezerwowi, a nasi podstawowi zawodnicy mogli okładać zmęczone kolana lodem.
Grizzlies czeka teraz zasłużone kilka dni przerwy. Na boisko nasi gracze powrócą w środę, a do FedEx Forum zawitają Utah Jazz. Jednak już dzisiaj liczymy na potknięcie Mavericks z Oklahomą oraz przegraną Golden State Warriors.
Mike Conley - Chyba pierwszy raz w tym sezonie zagrał krócej niż jego grecki zmiennik. Nie przeszkodziło mu to jednak w zdobyciu 19 punktów, 4 asyst i 4 zbiórek. Warto dodać, że aż 15 swoich punktów zaliczył w drugiej połowie.
Ocena: 4
Courtney Lee - Przez całe spotkanie był raczej mało widoczny. Udało mu się rzucić do kosza sześć razy z czego trzy celnie.
Ocena: 3
Tayshaun Prince - Parę razy wykorzystał błędy defensywy Sixers pakując piłkę z góry. I chyba to wszystko co można powiedzieć o jego występie.
Ocena: 3+
Zach Randolph - Miał ciężką przeprawę z agresywnie broniącymi podkoszowymi gospodarzy. Jak zwykle próbował się przepychać i robić sobie miejsce pod koszem, jednak Tadeusz Young nie dawał za wygraną i zdecydowanie wygrał ten pojedynek po obu stronach parkietu.
Ocena: 3
Marc Gasol - Hiszpan podobnie jak Z-Bo także nie mógł grać tyłem do kosza, ale za to świetnie dystrybuował piłki do ścinających partnerów. W niecałe 28 minut zaliczył 10 punktów, 6 asyst i 4 zbiórki.
Ocena: 4
Nick Calathes - Przy młodych, nie myślących graczach Szóstek, Calathes wyglądał jak profesor Harvardu. W jego występach wciąż brakuje właściwego kontrolowania tempa gry, jednak tego może uczyć się od mistrza Conleya.
Ocena: 3+
Ed Davis - Solidne minuty z ławki. Edward był wczoraj naszym najlepszym zbierającym (12 zbiórek w tym 3 w ataku) oraz do spółki z Gasolem także najlepszym blokującym (2 czapy).
Ocena: 4
Tony Allen - Opiekował się swoim byłym podopiecznym Tonym Wrotenem praktycznie przez cały czas, jednak ten pojedynek z lekkim wskazaniem na młodego kota z Philadelphi. Wiedzieliście, że Grindfather od czasu swojego powrotu na parkiet po kontuzji jest 6/9 z dystansu?!
Ocena: 3
Kosta Koufos - Zagrał tak jak nas do tego przyzwyczaił. W 13 minut z ławki udało mu się zdobyć 8 punktów i tyle samo zbiórkek. Solid player.
Ocena: 4
James Johnson - Wciąż nie mam pojęcia dlaczego Joerger wypuszcza go na boisko, gdy wynik jest już dawno rozstrzygnięty. Miejmy nadzieję, że to pokłosie skręcenia kostki przez JJ, a nie problemy wychowawcze.
Ocena: 3
Mike Miller - Jego prawy nadgarstek nie był aż tak potrzebny w tym spotkaniu i trener postanowił nie forsować jego kolan. Plus dla ciebie Dave.
Ocena: Brak
Jon Leur, Beno Udrih - Dostali po sześć minut w garbage-time i w sumie zdobyli 8 punktów.
Ocena: Brak
Sixers prezentują szalony i chaotyczny basket. Na próżno szukać tam spokojnej i poukładanej gry. Dominuje brak myślenia i gra jeden na jeden. Niestety Grizzlies w pierwszych minutach meczu, postanowili spróbować dorównać swoim kolegom ze stanu Pensylwania, popełniając aż 11 strat w pierwszej połowie.
Na szczęście druga odsłona to już całkowita kontrola wydarzeń boiskowych przez Niedźwiadki. Ledwo rozpoczęła się trzecia kwarta, a nasz zespół już był 20 oczek przed Sixers. W ostatnich 12 minutach po parkiecie biegali już rezerwowi, a nasi podstawowi zawodnicy mogli okładać zmęczone kolana lodem.
Grizzlies czeka teraz zasłużone kilka dni przerwy. Na boisko nasi gracze powrócą w środę, a do FedEx Forum zawitają Utah Jazz. Jednak już dzisiaj liczymy na potknięcie Mavericks z Oklahomą oraz przegraną Golden State Warriors.
Mike Conley - Chyba pierwszy raz w tym sezonie zagrał krócej niż jego grecki zmiennik. Nie przeszkodziło mu to jednak w zdobyciu 19 punktów, 4 asyst i 4 zbiórek. Warto dodać, że aż 15 swoich punktów zaliczył w drugiej połowie.
Ocena: 4
Courtney Lee - Przez całe spotkanie był raczej mało widoczny. Udało mu się rzucić do kosza sześć razy z czego trzy celnie.
Ocena: 3
Tayshaun Prince - Parę razy wykorzystał błędy defensywy Sixers pakując piłkę z góry. I chyba to wszystko co można powiedzieć o jego występie.
Ocena: 3+
Zach Randolph - Miał ciężką przeprawę z agresywnie broniącymi podkoszowymi gospodarzy. Jak zwykle próbował się przepychać i robić sobie miejsce pod koszem, jednak Tadeusz Young nie dawał za wygraną i zdecydowanie wygrał ten pojedynek po obu stronach parkietu.
Ocena: 3
Marc Gasol - Hiszpan podobnie jak Z-Bo także nie mógł grać tyłem do kosza, ale za to świetnie dystrybuował piłki do ścinających partnerów. W niecałe 28 minut zaliczył 10 punktów, 6 asyst i 4 zbiórki.
Ocena: 4
Nick Calathes - Przy młodych, nie myślących graczach Szóstek, Calathes wyglądał jak profesor Harvardu. W jego występach wciąż brakuje właściwego kontrolowania tempa gry, jednak tego może uczyć się od mistrza Conleya.
Ocena: 3+
Ed Davis - Solidne minuty z ławki. Edward był wczoraj naszym najlepszym zbierającym (12 zbiórek w tym 3 w ataku) oraz do spółki z Gasolem także najlepszym blokującym (2 czapy).
Ocena: 4
Tony Allen - Opiekował się swoim byłym podopiecznym Tonym Wrotenem praktycznie przez cały czas, jednak ten pojedynek z lekkim wskazaniem na młodego kota z Philadelphi. Wiedzieliście, że Grindfather od czasu swojego powrotu na parkiet po kontuzji jest 6/9 z dystansu?!
Ocena: 3
Kosta Koufos - Zagrał tak jak nas do tego przyzwyczaił. W 13 minut z ławki udało mu się zdobyć 8 punktów i tyle samo zbiórkek. Solid player.
Ocena: 4
James Johnson - Wciąż nie mam pojęcia dlaczego Joerger wypuszcza go na boisko, gdy wynik jest już dawno rozstrzygnięty. Miejmy nadzieję, że to pokłosie skręcenia kostki przez JJ, a nie problemy wychowawcze.
Ocena: 3
Mike Miller - Jego prawy nadgarstek nie był aż tak potrzebny w tym spotkaniu i trener postanowił nie forsować jego kolan. Plus dla ciebie Dave.
Ocena: Brak
Jon Leur, Beno Udrih - Dostali po sześć minut w garbage-time i w sumie zdobyli 8 punktów.
Ocena: Brak
Badylos
Subskrybuj:
Posty (Atom)





